WyprawyMarzeń.pl > Egipt > Luksor - trzeba go zobaczyć spędzając wakacje Hurghadzie

Egipt

Luksor - trzeba go zobaczyć spędzając wakacje Hurghadzie

Grobowiec Tutenchamona w Dolinie Królów, świątynia Hatszepsut, muzeum mumifikacji, figury starożytnych kolosów. Spędzając wakacje w Egipcie nad Morzem Czerwonym nie sposób nie odwiedzić Luksoru. To zaledwie 270 km od Hurghady – najpopularniejszego kurortu. Miasto to przyciągało ludzi już od dawna. Agatha Christie pisała tu np. jeden ze swoich najpoczytniejszych kryminałów. Ale śmierć na Nilu raczej nikomu tu nie grozi. Zniewolić jednak może magia luksorskich zabytków. Kto raz je zobaczy, wpadnie w pułapkę: co chwilę będzie chciał tu wracać i odkrywać na nowo. 

Tuż przy drodze prowadzącej do słynnej Doliny Królów, na zachodnim brzegu Luksoru, obok pola z trzciną cukrową stoją kolosy Memnona. Kiedyś strzegły wejścia do wspaniałej świątyni pogrzebowej faraona Amenhotepa III i jego samego też tak na prawdę prezentują. Postawiono je około 1370 r. p.n.e. Każdy waży ponad 800 ton, a wykonane zostały z kwarcytu. Niestety, już w starożytności były mocno zniszczone, najpierw przez trzęsienia ziemi, później różnej krwi najeźdźców.  Kogo przedstawiają  - udało się ustalić dopiero w XIX wieku, kiedy to rozszyfrowano hieroglify i można było odczytać imiona umieszczone na tych statuach. Do tego czasu o tajemniczych postaciach siedzących na tronie krążyły legendy. A zaczęły powstawać już w 27 r p.n.e. kiedy posąg pękł i od tego momentu, każdego poranka, zaczął wydawać z siebie tajemnicze dźwięki. Miejscowi mówili, że śpiewa. Faktycznie grało na nim rozgrzewające się powietrze, które przechodziło przez szczeliny statuy wyziębionej nocnym chłodem pustyni. Któryś z odwiedzających Teby Greków dostrzegł w nich syna Memnona zabitego przez Achillesa w wojnie trojańskiej, płaczącego za ojcem. Czar prysł na początku III wieku naszej ery. Wówczas  uszkodzenie naprawił rzymski cesarz Lucjusz Septymiusz Sewer i posąg zamilkł na wieki.

Dziś pod kolosy Memnona przyjeżdżają tysiące turystów z całego świata na próżno nasłuchując jakichkolwiek pisków i trzasków, nawet o poranku.  Za to kupują tu pierwsze pamiątki z Luxoru – figurki, papirusy, mini stelle. Solidnie przepłacają, często za przedmioty bardzo marnej jakości. Warto więc opanować rządzę zabrania cząstki Egiptu do domu. Piękniejsze i tańsze pamiątki można kupić w mniej turystycznych miejscach.

Świątynia Hatszepsut

Całkiem niedawno, bo dopiero w 2002 roku, miejsce to udostępnione zostało zwiedzającym. Świątynia Hatszepsut stanowi ogromną atrakcję turystyczną, nie tylko ze względu na postać samej królowej, ale również z powodu niewyjaśnionych, mających tu miejsce zdarzeń. Niektórzy mówią, że jest to siedlisko demonów, czarnej magii, dziwnych mocy. Sądzi się, iż nad miejscem poświęconym Hatszepsut wisi klątwa, która nie przestaje zbierać śmiertelnego żniwa. Od starożytności zawsze tu kogoś mordowano. Polscy archeolodzy, którzy tu pracują też opowiadają, że wiecznie coś komuś spada na głowę, dzieją się niewyjaśnione rzeczy. Ale do najgorszej tragedii doszło pod koniec listopada 1997 roku, kiedy świątynię dopiero restaurowano. Grupa islamskich fundamentalistów dokonała tu zamachu. Zginęło wówczas ponad 50 osób, głównie turystów z Niemiec.

Magiczną moc wyczuwają nie tylko archeolodzy, ale również odwiedzający świątynię turyści. Nie bez powodu słynna pisarka kryminałów Agatha Christie wybrała Świątynię Hatszepsut na miejsce akcji jednego ze swoich dzieł zatytułowanych „Zakończeniem jest śmierć”. Ścieżkę w pobliżu budowli, na której dokonano powieściowego morderstwa nazywa się obecnie ścieżką Agathy Christie.

Ale są i przyjemniejsze aspekty. Zainteresowani historią i archeologią mogą spróbować tu szczęścia. W samym sercu świątyni, w jej najwyższym punkcie, na małym tarasie znajdującym się tuż za posągami Hatszepsut podpierającymi kolumny znajdują się bardzo ciekawe drzwi. Przy nich napis: Polska - Egipska misja archeologiczna. Odważniejsi turyści czasami je otwierają i spotykają za nimi ciekawych ludzi - naukowców, rodaków, którzy z reguły nie odmawiają i opowiadają o swojej pracy.

Grobowiec Tutenchamona

- Kiedy moje oczy stopniowo przyzwyczajały się do światła , powoli wyłaniały się z ciemności szczegóły pomieszczenia, dziwne zwierzęta, posągi i złoto - wszędzie blask złota. Na chwilę - która pozostałym musiała wydać się wiecznością - oniemiałem z wrażenia, a kiedy lord Carnarvon, nie mogąc już dłużej wytrzymać, zapytał niecierpliwie: Czy pan coś widzi?, zdołałem jedynie wyszeptać: Tak, wspaniałe rzeczy! - tak Howard Carter opisywał swoje pierwsze wrażenia po tym, jak w 1922 roku zajrzał do grobowca Tutenchamona.

Były tam złote rydwany, posągi faraona i egipskich bóstw, bogato zdobione naczynia, królewskie łoże, wiklinowe kosze. W sumie kilka tysięcy przedmiotów, których katalogowanie i mozolne wynoszenie trwało latami.

Dziś większość przewodników odradza turystom zwiedzanie grobowca najsłynniejszego faraona. Bo jest mały, ubogo i tandetnie zdobiony, aby go zobaczyć trzeba kupić dodatkowy bilet. Mimo że inne komory grobowe są piękniejsze, warto jednak zajrzeć i do miejsca pochówku Tutenchamona. Chociażby, aby na własne oczy przekonać się, że chowano go w pośpiechu. Ten kto pochował faraona zostawał bowiem jego następcą. Skoro Tutenchamon nie miał prawowitych następców, do tronu pretendowali najwyżsi urzędnicy królestwa i starali się, jak najszybciej zakończyć ostatnią drogę złotego króla. Jego grobowiec ma więc zaledwie 4 małe pomieszczenia. Malowidła, jak nigdzie indziej, są tu prawie naturalnej wielkości - aby szybko pokryć całe ściany. A sarkofag ma wyraźne ślady przeróbek - zatarto niektóre hieroglify, część zdobień zamiast wykuwać w skale po prostu domalowano.

W grobowcu nie zobaczymy też skarbów. Większość z nich znajduje się w muzeum kairskim, kilkadziesiąt natomiast w luksorskim.  Trzeba więc pojechać do stolicy Egiptu.

Niestety, od dłuższego już czasu w Dolinie Królów nie zrobimy już żadnych zdjęć. Nawet na zewnątrz. Aparaty trzeba zostawić przed wejściem na jej teren, w depozycie. Raczej nie należy próbować ich też przemycać. Wyciągnięcie sprzętu fotograficznego w którymkolwiek grobowcu grozi jego konfiskatą. No i niestety, pilnujący są w tym zakresie coraz bardziej restrykcyjni. Nie pomaga już nawet drobna zapomoga (czytaj łapówka) w postaci arabskiej daniny nazywanej bakszyszem.

Medinet Habu

 Ramzes III obok swojej świątyni grobowej  wybudował pałac. Dziś zespół tych obiektów nazywany jest Medinet Habu. I trzeba go zobaczyć, bo: to jedyny zabytek tego typu nad Nilem. Nie ma tu tłumów turystów, jak przy świątyni Hatszepsut, więc wszystko można dokładnie obejrzeć.

Za życia faraona mieszkało tu koło 60 tys. osób, kapłanów, urzędników, służących, kucharzy, handlarzy, itd.. To prawdziwe miasto - świątynia wyznaczało styl życia w całym państwie, było najważniejszym jego ośrodkiem. Wspaniałą jej częścią był pałac królewski, którego ruiny możemy oglądać do dzisiaj. Przed najwyższymi pylonami świątyni trzeba skręcić w lewo, tam gdzie raczej nie udają się inni. Teren dostępny jest bez problemu i można go spokojnie zwiedzać. Zobaczyć tu można małą salę tronową, z wyraźnie wydzielonym podwyższeniem dla króla. Jest też... starożytna toaleta. Nie trudno ją znaleźć, a nawet jeśli są problemy z jej zlokalizowaniem, wystarczy zapytać jednego z pilnujących Egipcjan - za skromny bakszysz ochoczo ją wskaże.

Świątynia w Karnaku

Zajmuje powierzchnię ponad 40 hektarów. Jej długość przekracza 220 m. Rozbudowywano ją aż przez 1300 lat! Świątynia Amona Ra oddalona od Luxoru o 3,5 km zachwyca do dzisiaj i jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Egipcie. Służyło tu bogom 20 tys. kapłanów.

Amon był bogiem stworzenia, urodzajnych plonów, płodności zwierząt i ludzi. Wraz ze swoją żoną boginią Mut i synem Chonsu tworzył jedność, świętą trójcę, która panowała nad starożytnymi Tebami i jej właśnie oddawano tu cześć. W czasach tzw. Nowego Państwa, czyli w ostatnim wielkim okresie prosperity starożytnego Egiptu, często świątyniami władały triady, co stało się później jednym z filarów wiary chrześcijan.

Amona najpierw czczono tylko w Tebach, jako boga lokalnego. Około 1550 r p.n.e. kapłani z tego okręgu, przejmując władzę religijną nad całym Nilem, wzmacniając swe wpływy polityczne, symbolicznie połączyli go z Ra - bogiem słońcem. Amon Ra stał się bogiem narodowym, tak wpływowym, że jego arcykapłanami zostawali sami faraonowie. Nic więc dziwnego, że w jego świątyni gromadzono największe skarby. W czasach największej świetności ociekała zlotem. Była też centrum życia politycznego i religijnego państwa.

Niestety, od czasu zburzenia Teb przez Asyryjczyków w 663 r p.n.e. do końca XIX w n.e. była sukcesywnie niszczona. Z jednej strony przez zalewające nią wody Nilu, z drugiej przez Chrześcijan - Koptów, ekspansywnie propagujących nową religię i walczących ze starymi wierzeniami, w końcu przez okoliczną ludność, która przez wieki Karnak traktowała jako wspaniały kamieniołom do pozyskiwania kamieni pod budowę wszelakich obiektów.

Dziś można oglądać tu jedynie ruiny. Ale i one robią na zwiedzających kolosalne wrażenie. Przede wszystkim wspaniałe obeliski, których szczyty w starożytności pokryte były zlotem lub stopem złota ze srebrem. I sala hypostylowa, największa jaką kiedykolwiek zbudowano w starożytności. Znajduje się tutaj 134 ogromnych kolumn, z których najwyższe mają po 23m. Na nich opierały się kamienne płyty tworzące dach. Tylko można sobie wyobrazić, jakie wrażenie musiała robić taka konstrukcja na przybyszu, któremu pozwolono wejść do środka sali.

Karnak zadziwia też ogromnym świętym jeziorem, którego jeden brzeg ma 120 m długości. Rytuały, które były tu odprawiane opisywał już grecki historyk, podróżnik i filozof Herodot.

Nieopodal trzeba koniecznie podejść do  wielkiego kamiennego skarabeusza Chepri, ustawionego przez faraona Amenhotepa III. Legenda głosi, że ten kto obejdzie go 12 razy zapewni sobie 12 lat szczęścia. Warto więc spróbować.

Aleja sfinksów i świątynia luksorska

Myli się ten, kto myśli, że sfinks jest tylko jeden, ten w Gizie, pod słynnymi piramidami. Sfinksy stawiano w starożytnym Egipcie bardzo często. Najwięcej jest ich w Karnaku i Luksorze. Te dwie świątynie poświęcone Amonowi - Ra łączyła trzykilometrowa aleja, po obu stronach której stały właśnie sfinksy, prawie identyczne, z głowami baranów - świętych zwierząt boga.

Aleja jest właśnie rekonstruowana. Od strony Luksoru sukcesywnie wydłużana, przez wykupywanie gruntów od prywatnych właścicieli. Państwo płaci za nie wysokie ceny, ale każe niemal natychmiast opuszczać działkę. Od razu do akcji wkraczają archeolodzy, szukający zabytków. Za kilka lat ma stać się jedną z głównych atrakcji Luksoru i połączyć oba obiekty, tak, aby ułatwić ich zwiedzanie.

W Luksorze aleja prowadzi aż do wielkich pylonów postawionych tu przez Ramzesa II zwanego Wielkim, którego olbrzymie statuy ustawione tuż przy nich witają przybyszów.

Za pylonami znajduje się olbrzymi dziedziniec, a na nim... meczet Abu el-Haggag. Muzułmanie nie zgodzili się na jego zburzenie, kiedy rozpoczęto tu prace archeologiczne. Do dzisiaj nie pozwolono nawet na jakiekolwiek badania pod nim. Nie widomo nawet jakie może skrywać tajemnice. A można podejrzewać, że i tu znajdować się mogą wspaniałe zabytki. Nieopodal, w roku 1989, archeolodzy pod kamienną posadzką odkryli 20 wspaniałych, nieźle zachowanych posągów faraonów. Było to jedno z najważniejszych odkryć egipskich ostatniego półwiecza. Można je teraz oglądać w bardzo ciekawym i nowoczesnym muzeum luksorskim.

Album użytkownika:

WyprawyMarzen ~WyprawyMarzen, 2010-11-15 16:39

Tagi: afryka, egipt, faraon, grobowiec tutenchamona, karnak, kolosy memnona, luksor, medinet habu, nil, rejs po nilu, świątynia, świątynia hatszepsut, świątynia luksorska, świątynia w karnaku

Wasze relacje

Forum

O nas|Współpraca|Reklama|Kontakt|Regulamin
Copyright WyprawyMarzeń.pl ©2010