Egipt
W odwiedzinach u Sfinksa - Egipt od A do Z > B jak bieda
Żyję na tym świecie już ponad ćwierć wieku, a nigdy nie zetknęłam się tak bardzo z biedą jak właśnie w Egipcie. Serce mi pękało jak widziałam brudne dzieci, które nie prosiły o pieniądze, nie chciały ubrań ani kosztowności. Te dzieci ze łzami w oczach błagały nas o chleb, a my wiedzieliśmy, że nic nie możemy zrobić, że nie jesteśmy w stanie im pomóc. Że jedna kromka chleba czy bułka zabrana z hotelu nie uszczęśliwi tych dzieci. Nasza bezradność była beznadziejna. Pierwszy raz w Egipcie spotkaliśmy się z żebrzącymi dziećmi w Luksorze. Wylądowaliśmy balonem po fantastycznym 50 – minutowym locie nad Luksorem na małej polanie. Dzieci były wszędzie. Obsiadły nasz balon jak przysłowiowe muchy, a my - turyści nie mogliśmy nawet swobodnie z niego wyjść. Kapitan balonu już przed wylotem ostrzegał nas, żeby unikać nawet kontaktu wzrokowego, bo inaczej takie dziecko się od nas nie odczepi. Udało nam się dotrzeć do busa, który czekał na nas nieopodal, a ich było jakby więcej, przynajmniej takie mieliśmy wrażenie. Jeden z chłopców otworzył z zewnątrz szybę, przy której siedziałam i pokazywał palcem na breakfest box, w którym dostaliśmy śniadanie z hotelu. Jego czarna brudna rączka wsunęła się do środka busa. Podałam mu jedną bułkę z opakowania, którą on pośpiesznie schował pod bluzę. Za nim już czekał drugi chłopiec i następny. Z drugiej strony biegły inne dzieci. Wszystkie miały ten sam grymas twarzy – dziecka smutnego, głodnego, nieszczęśliwego. Najgorsze w tym wszystkim było to, że dzieci te były odganiane przez miejscowych jak zwierzęta, były bite batem, kazano im uciekać i nie przeszkadzać w rozrywkach bogatych turystów. Tymczasem one zamiast do szkoły, co rano walczą o swój byt, niejednokrotnie również byt rodziny. Podobne obrazki widzieliśmy w drodze do Asuanu i pod granicę z Sudanem już praktycznie na każdym kroku. Z wielkim niedowierzaniem spoglądałam przez okna autokaru i słuchałam przewodnika w początkowym etapie naszej podróży, gdzie odwiedziliśmy Kair. Powiedziano nam, że tzw. carpet school (szkoła dywanów), którą widzimy wraz z jej rozrośniętą filią, to nic innego jak fabryka dywanów, pięknie nazwana dla niepoznaki. Malutkie dzieci wyplatają tutaj dywany do określonej granicy wiekowej, kiedy to ich paluszki stają się już zbyt grube i co za tym idzie nieporadne w tejże pracy. Taki pięcio- sześcioletni szkrab zarabia wtedy kilka funtów niejednokrotnie utrzymując w ten sposób całą rodzinę.
Podczas przeprawy przez śluzę w Eśnie zobaczyliśmy z okien naszego statku dwóch chłopców, jeden skakał po palach i każdym takim skokiem narażał swoje życie na niebezpieczeństwo. Ludzie rzucali im herbatniki i cukierki, jakie akurat mieli przy sobie. I my mieliśmy czekoladowe cukierki przywiezione z Polski. Rzuciłam im jeden, później drugi. Trzeci wpadł do wody. Jeden z chłopców zaczął tak lamentować, że aż złapał się za głowę. Boże – pomyślałam – daj im dzisiaj wieczorem zjeść porządną kolację.
Dzieci Egiptu
Dzieci Egiptu, pustyń, gorąca
Za dużo mają nie tylko słońca
I piasku, który wiatr przesypuje
Biedy im także tam nie brakuje
Noszą podarte resztki odzienia
Nigdy nie mają dosyć jedzenia
Usta natrętnie o chleb wołają
Rączki błagalnie swe wyciągają
Może ktoś spojrzy, uwagę zwróci
Bułką obdarzy, pieniążek rzuci
O który wojnę zaraz wszczynają
Ci co zdobędą go – uciekają
Unosząc łup swój. Mały, lecz cenny
To nieraz bywa zarobek dzienny
Nie dla nich wczesne jest nauczanie
Od lat najmłodszych ćwiczą żebranie
Uczą się trudnej sztuki przetrwania
Jak wzbudzić litość, dziękować, kłaniać
Sprzedać paciorki dwa bogatszemu
Lub je wymienić na nieco dżemu
Pomiędzy kręcą się straganami
Chociaż ich gonią. Nieraz kijami
Padają razy, to nie są żarty
Interes psuje dzieciak obdarty
Na tej ziemi suchej, wypalonej
Gdzie wzdłuż Nilu spotykasz człowieka
Czy prócz nędzy ludzkiej, upodlonej
Dobry los jeszcze na nich poczeka?







