Egipt
W odwiedzinach u Sfinksa - Egipt od A do Z > H jak handel

H jak handel

Egipcjanie są mistrzami w handlu. Krzyczą, lamentują, narobią harmidru i hałasu, no a jak przy okazji uda im się was oszukać będą bardzo szczęśliwi. I nas, starych wyjadaczy wycieczek, zdołali tak pięknie ołgać, że maskę zakupioną koło sfinksa na długo będziemy łączyć z tym wydarzeniem. Miała kosztować według ich oceny 80 dolarów, co skwitowaliśmy krótkim uśmiechem i chcieliśmy iść. Nagle wokół nas było pięciu arabów, każdy coś krzyczał i machał rękoma. Cena błyskawicznie zeszła do 8 dolarów, co mogliśmy zaakceptować. Od początku stwierdzili, że nie mają dwóch dolarów (ich stały numer) i mogą nam dać w zamian śmieszne magnesy do lodówki, na co nie mogliśmy się zgodzić. W końcu włączyła się jakaś stara Egipcjanka, żebyśmy dali 5 euro, a ona nam wyda trzy. Jak to się stało w tym zamieszaniu, że daliśmy jej i euro i im 10 dolarów długo pozostanie zagadką. Zamiast ośmiu daliśmy 10 dolarów plus dwa euro. Pieniądze niewielkie, ale liczy się sztuka.

Największe jednak wrażenie zrobił na mnie handel przed śluzą w Eśnie, czegoś takiego jeszcze nie widziałam i podejrzewam, że długo nie zobaczę.

Jesteśmy na statku, jakieś 15 metrów nad taflą wody Nilu. Opalamy się i rozkoszujemy ostatnimi w tym dniu promykami słońca, za którymi tak bardzo tęsknimy podczas zimy w lodowatej Polsce. Nasz spokój zakłóca coraz głośniejszy krzyk, który początkowo staramy się lekceważyć. Nagle dostaję czymś w głowę. Nie jest to ani ciężkie ani twarde, więc uderzenie nie boli, ale pobudza mnie natychmiastowo. Któremu z turystów wzięło się na durnowate żarty, kiedy jestem w półśnie i wcale nie mam zamiaru chwilowo zmieniać tego błogiego stanu?! – myślę. Niestety jestem zmuszona otworzyć jedno oko, bo na drugim leży COŚ. Ściągam to z lewej części mojej twarzy. Jest to jakaś koszulka lub szmata zawinięta w worek foliowy. Nagle zauważam, że cały statek jest w tych darach i one wcale nie lecą nam z nieba, lecz z dołu. Jak to możliwe??? Podbiegamy do barierki i oczom nie wierzymy. Pod nami 20 może 30 łódek podczepionych do statku. Kapitan chodzi z siekierą i odcina liny, którymi ów handlarze się doczepili. Mam to COŚ w ręce i próbuję odrzucić do wody, a już jeden do mnie krzyczy: „Hey Lady, twenty dollars” (Panienko, dwadzieścia dolarów) zaraz drugi się odzywa. Nagle mam wrażenie, że wszyscy krzyczą tylko do mnie. Zamieszanie jest ogromne, turyści zaciekawieni coraz bardziej wychylają się zza barierek; zaciekawieni bynajmniej nie towarem, który oni proponują ale nietuzinkową sytuacją, jakiej właśnie są świadkami.

Handlują nie tylko dorośli. Często widzieliśmy małe dzieci z jakimiś śmiesznymi koralikami czy skarabeuszami za jednego dolara, a czasami niestety za jeden dżem, który turysta przypadkowo ma przy sobie z breakfest box’u, a którego i tak by pewnie nie zjadł. Dla tych dzieci jest to niezwykły rarytas i często dziwiłam się, jak można brać od tego dziecka cokolwiek, co stanowi źródło jego utrzymania – choć tekst zbyt górnolotny na nasze realia, tam jak najbardziej odnoszący się do danej sytuacji. Koło kolosów Memnona zauważyliśmy dwóch młodych chłopców z paroma koralikami właśnie. Zrobiło nam się ich niezmiernie żal. Przecież te dzieci powinny być w tym czasie w szkole. Daliśmy jednemu i drugiemu po pół Euro. Ich radość nie była chyba aż tak wielka jak zdziwienie, że daliśmy im „tyle” pieniędzy nic nie chcąc w zamian. Pod świątynią Chatchepsut stała dziewczynka, która miała małe skarabeusze do sprzedania. Pewna Francuska zapytała jej, dlaczego nie chodzi do szkoły? Odpowiedziała pośpiesznie, że ma na inną godzinę. W tej sytuacji pomyślałam jednak o czymś innym. Te dzieci najprawdopodobniej zostaną analfabetami, nie będą potrafiły czytać i pisać, ale umieją dogadać się z turystami każdej narodowości. Mają opracowane kilka słów w każdym języku i powtarzają je ciągle, bo to im zapewnia byt. Najbardziej jednak mają opracowane liczby i na przeliczaniu też nie dadzą się oszukać

(1 dolar  = 5,5 funta) Często też mieszają języki, w wiosce nubijskiej usłyszeliśmy kilkakrotnie: „Give me cukierka” (daj mi cukierka), no i   prawie zawsze: give me Money (daj mi pieniądze) give me one dolar (daj mi jednego dolara). Kiedy już wspominam Świątynię Chatchepsut, to przypomniała mi się bardzo niemiła sytuacja. Popatrzyliśmy na małą figurkę. Zapytaliśmy tylko, ile kosztuje. Facet krzyknął jakąś niebotycznie wysoką sumę, więc próbowaliśmy odejść. Jednak mężczyzna, do którego figurka należała próbował nam wcisnąć ją do rąk i stale krzyczał inną cenę, tak jakby targował się już sam z sobą, bo my nie chcieliśmy w ogóle z nim rozmawiać i bardzo dobitnie daliśmy mu to odczuć. On nie dawał za wygraną i jak wchodziliśmy do autokaru krzyknął do nas po angielsku coś w stylu (grzecznym), żebyśmy spadali. No bo jak to? On tak się wysilił, przeszedł z nami piętnaście metrów a my nie dokonaliśmy u niego zakupu. Niewiarygodne!

Inaczej ma się rzecz w typowych wytwórniach czy to papirusu czy perfum. Tam targować się już nie da, bo ceny są ustalone odgórnie. Ale czy przyjemność z zakupu taka sama? Chyba nie. Dla mnie osobiście wizyty w takich typowo turystycznych sklepach kompletnie mijają się z celem. Marża tam jest bardzo wysoka, a towary dokładnie takie same jak na bazarze. Zdecydowanie wolę poczuć klimat, jaki panował na bazarze Khan El Khalilii w Kairze. Wszędzie te same bibeloty, te same pamiątki i te same ubrania. Wszędzie niesamowity hałas, smród i brud. Wszędzie rozdarci handlarze, którzy krzyczą jeden przez drugiego, byle byśmy tylko dokonali zakupu właśnie u niego. Turystów zero, wszyscy patrzą na nas, jak byśmy w każdej kieszeni mieli co najmniej z tysiąc dolarów. Pomijając oczywiście fakt, że wyglądamy dla nich bardzo dziwnie. Na tyle dziwnie, że małe dzieci robią sobie z nami zdjęcia. Zmęczona jestem tym krzykiem, chociaż zapach kadzideł i przypraw na długo pozostanie w mojej pamięci. Zapach bardzo trudny do podrobienia, wręcz niemożliwy, bo jedyny w swoim rodzaju. Czasami przypominam sobie o nim, kiedy wącham przyprawy przywiezione właśnie stamtąd. Bardzo orientalna rozkosz dla powonienia.

Album użytkownika:

agim27 ~agim27, 2010-04-25 10:25

Tagi: afryka, egipt, kair, morze czerwone

Wasze relacje

Zobacz więcej relacji

To zdjęcie posiada 0 komentarzy.

Musisz być zalogowany aby móc dodawać komentarze do zdjęć

O nas|Współpraca|Reklama|Kontakt|Regulamin
Copyright WyprawyMarzeń.pl ©2010