Egipt
W odwiedzinach u Sfinksa - Egipt od A do Z > L jak lot balonem
L jak lot balonem
Pobudka 02.50. Wstajemy bardzo zaspani, ale jednocześnie bardzo ciekawi, jaka będzie wykupiona przez nas atrakcja - lot balonem. Zawsze marzyłam o takim ekstremalnym przeżyciu. Będąc w Turcji można było wykupić taką wyprawę, ale cena za jaką Turcy proponowali ów przeżycie była dla nas zbyt ekstremalna. Tutaj, w Egipcie nie było tak źle, więc skorzystaliśmy z okazji.
Zaspani wsiadamy do małej łódki, głowami uderzamy o zbyt niskie daszki tych łódek. Jesteśmy naprawdę zaspani, obudzili nas przecież w środku nocy. Aura też nie sprzyja obudzeniu się i rześkości umysłu. Dookoła jest ciemno i dosyć chłodno. Na łódce częstują nas gorącą herbatą, którą wypijam jednym haustem. Kapitan balonu, jak się później dopiero okazało mówi coś po angielsku, ale jesteśmy zbyt nieprzytomni, by zrozumieć co mówi. Tym bardziej, że jego angielszczyzna pozostawia wiele do życzenia. Pokazuje pozycję, którą należy przyjąć przy lądowaniu i wspomina coś ciągle o dzieciach, ale nie możemy pojąć, o co mu chodzi, a może w ogóle nas to nie interesuje. Wysiadamy z łódki, ale oto już czeka na nas busik. Jedziemy w półśnie…
Dojeżdżając do miejsca postoju zauważamy już z daleka ogromne kolorowe balony nagrzewające się i przygotowujące do startu. Nasza ciekawość rośnie z minuty na minutę i nikt już nie pamięta, że jeszcze parę chwil wcześniej najchętniej wtuliłby się w ciepłą kołderkę. Balonów jest bardzo dużo. W końcu wysiadamy, jesteśmy na miejscu. Wszystko dzieje się bardzo szybko, pokazują nam „nasz” balon. Kilka zdjęć zrobionych w zamieszaniu, skok przez koszyk i już jesteśmy w środku. Balon ma dość duży koszyk, inny niż te, które widziałam w telewizji. Wyobrażałam sobie, że w balonie może się pomieścić około 5 osób. Te balony miały koszyki na 24 osoby podzielone na małe boksy czteroosobowe, tak aby każdy miał dobry widok. Języki przeplatają się bardzo różne, słyszymy angielski, francuski, arabski, no i nasz polski. Każdy jest podekscytowany i zdenerwowany. Każdy jest ciekawy, ale chyba z lekkim niepokojem. Każdy jest szczęśliwy, że zaraz przeżyje coś naprawdę niezwykłego. Zanim zdążyłam pomyśleć o tym wszystkim czuję jak wzbijamy się ku górze. Zaczyna się przejaśniać. Nie poczuliśmy żadnego szarpnięcia przy starcie. Po prostu bardzo łagodnie zaczęliśmy unosić się ku górze. Machamy do ludzi, którzy pozostali na dole. Krzyczą do nas: „good bye!!!” (do widzenia) i szczerzą zębiska. Dlaczego żegnają się z nami?
Czuję jak zaczyna mi wirować świat wokół. Znam to uczucie. Nienawidzę latać samolotem i zawsze doznaję tego uczucia przy starcie. Robi mi się gorąco, a świat zaczyna wirować jakbym była na karuzeli. Tylko, że w samolocie wygodnie siedzę w fotelu, a tutaj muszę stać. W samolocie mam zawsze zimną wodę przy sobie, a tutaj nie. Pierwsze moje myśli: za co ja zapłaciłam??? Złapałam się Krzysia, który już rozkoszował się widokami, kiedy ja próbowałam dojść do siebie. Zobaczył, że na twarzy zrobiłam się zielona jak ufoludek i zaczął mnie uspokajać. Po chwili było już dobrze. Uszy miałam przez pierwszą chwilę zatkane dokładnie tak jak podczas lotu samolotem. Po chwili jednak wszystko ustało. Odważyłam się nawet przesunąć do krawędzi koszyka.
Słońce zaczyna wschodzić. Czuję błogi spokój. W powietrzu nie ma żadnych hałasów, żadne odgłosy nie dochodzą z ziemi. Poczuliśmy to już kiedyś. Będąc w Tunezji zdecydowaliśmy się na lot spadochronem, który ciągnie motorówka. Z moim lękiem wysokości sama się sobie dziwię, że odważyłam się na coś takiego. Widziałam motorówkę, która „pruła” przed siebie jak szalona ciągnąc spadochron, na którym jest osobnik i miałam być również i ja. W powietrzu jednak ani nie czułam tej prędkości ani strachu, jaki wydawało mi się na ziemi, że będę mieć. Podobnie było z lotem balonem. Kiedy już się uspokoiłam i opanowałam strach, wrażenia były niesamowite. Była kompletna cisza, co chwilę zakłócana przez gaz, który nasz pilot wpuszczał w balon. Kapitan, który informował nas już w łódce o zachowaniu podczas lotu pokazywał nam teraz wspaniałe rzeczy, które zupełnie inaczej wyglądały z góry a inaczej, (jak później mieliśmy okazję się przekonać) z dołu. Były to kolosy Memnona, świątynia Chatchepsut i inne atrakcje Luksoru i okolicy. Największe jednak zaciekawienie wzbudziły domostwa, nad którymi przelatywaliśmy czasami całkiem nisko. Ludzie żyją w ogromnej biedzie w lepiankach, czasami nawet bez dachów.
Lot balonem pozostanie na długo w naszej pamięci. Widok wschodzącego słońca na tle około dwudziestu latających balonów jest fantastyczny. Nie zapomnimy nigdy błogiego spokoju, jakiego nie można doznać ani w wodzie, ani tym bardziej na ziemi. W powietrzu jest to możliwe. Wyobrażamy sobie, co muszą czuć spadochroniarze. Może kiedyś się o tym przekonamy…???
Lot balonem
Nad krajem piasków i faraonów
Gdzie Kleopatra też panowała
Płynie po niebie wiele balonów
Aż trudno zliczyć, flotylla cała
Zza firmamentu kolejny wschodzi
Promienna czasza jego wspaniała
Powoli, godnie w górę brodzi
Z nim jasność dzienna już nastała
Gondolę naszą wietrzyk owiewa
My prosto lecimy w przestworza
Niebieskie wody fala przelewa
Porannym słońcem lśniącego morza
To nie samolot, gdzie ryk silników
Lotowi jego wciąż towarzyszy
Tu rzadko słychać odgłos palników
Po czym nastają znów chwile ciszy
Jakże to blisko jest już do raju
Stąd też zapewne nasz nastrój błogi
Więc wszystkie pary się przytulają
Z miłości pewnie a nie trwogi
I ja się tulę do mego Krzysia
Jest mi on tutaj jak nigdy drogi
Tak pozostanie cały dzień dzisiaj
Choć balon siadać się już sposobi







