Egipt
W odwiedzinach u Sfinksa - Egipt od A do Z > R jak rafy
T jak transport
Podczas wyprawy po Egipcie korzystaliśmy z każdego rodzaju transportu, zaczynając od samolotu poprzez autokar, statek, łódkę, wielbłąda, balon, dorożkę a kończąc na pociągu. Pociągiem jechaliśmy z Kairu do Luksoru, około 9 godzin. Nieco obawialiśmy się tej podróży. Wcześniej słyszeliśmy różne opowiadania o takiej jeździe, którą pasażerowie odbywają razem z kurami, osłami, gadami i innymi przedstawicielami egipskiej fauny nie mówiąc już o najdziwniejszych pakunkach jakie tylko można sobie wyobrazić. Coś takiego faktycznie zdążyliśmy zauważyć podczas dwugodzinnego czekania na dworcu. Nie było tam przyjemnie, czułam na sobie spojrzenia tubylców i nie były one przyjazne. Czekaliśmy na nasz pociąg całe dwie godziny a więc dosyć długo. Można było przyjrzeć się z bliska wszystkim oczekując wraz z nami. Widzieliśmy ludzi zmęczonych, zdenerwowanych, zrezygnowanych. Widzieliśmy kobiety, które nosiły na swych głowach ogromne torby podróżne, a na rękach małe dzieci i reklamówki, gdy tymczasem ich mężowie, którzy szli z boku nie nieśli nic. Dziwne.. Widzieliśmy kobietę, a właściwie tylko jej oczy, która siedziała razem z mężem i każdy nadjeżdżający pociąg wydawał jej się tym właściwym. Kiedy przyjeżdżał, zwracała się do siedzącego obok mężczyzny, prawie już starca w porównaniu z nią, z zapytaniem - jak się domyślam - czy może biec i sprawdzić czy tak jest rzeczywiście. Kiedy starzec łaskawie kiwnął głową, podrywała się w wielkim pospiechu i biegła, by po chwili wrócić i grzecznie zająć miejsce obok swojego pana i władcy. Widzieliśmy starsze kobieciny objuczone bagażami, którym nikt nie ustępował miejsca, jak by to zapewne u nas miało miejsce – chociaż ostatnimi czasy coraz to mniej. Wszędzie było strasznie brudno. Woleliśmy dwie godziny spędzić na stojąco, niż usiąść na czymś co przypominało ławki. Mój biały polarek po dwóch godzinach spędzonych na dworcu stał się szary, marzyliśmy o tym, by się umyć. Widzieliśmy nadjeżdżające pociągi i walkę, jaką trzeba stoczyć, by się do nich dostać. Coś takiego widziałam na starych polskich filmach. Ludzie wchodzili oknami, a nawet przez zamknięte drzwi, gdzie nie było szyby. Proszę sobie wyobrazić starszego pana, który w długiej sukni przechodzi przez otwór okienny w drzwiach wagonu. Męczy się przy tym, przeklina, zadziera te swoje suknie do góry, gubi coś po drodze, i w końcu udaje mu się! Jego twarz wyraża ulgę i zadowolenie, by już po chwili zastąpić je nieomal wściekłością. Stało się tak za sprawą młodej dziewczyny, która podeszła do tych samych drzwi, nacisnęła klamkę i spokojnie weszła do środka zamykając je za sobą. Ludzie, którzy za wszelka cenę chcieli dostać się do pociągu działali jak w amoku. Temu panu nie przyszło nawet do głowy, że drzwi mogą się normalnie otwierać. Zobaczył otwór, który prowadził do upragnionego miejsca w środku wagonu, zobaczył swoją szansę i natychmiast z niej skorzystał, wyklinając po chwili na swoją głupotę. My, jako turyści mieliśmy wykupioną pierwszą klasę, ale okazało się, że dwie osoby muszą być w zupełnie innym wagonie, bo tak zostały zakupione bilety. Pan przewodnik wyznaczył nas, bo przecież nie dałby do innego wagonu babci z wnuczką, która ni w ząb nie rozumiała angielskiego, albo dwóch pań, które może i angielski znały, ale na samą wiadomość o tym, że mogą być odłączone od grupy o mało nie uciekły z dworca. Tak więc wylądowaliśmy z Krzysiem w zupełnie innym wagonie niż pozostali wycieczkowicze. Warunki jazdy w wagonach dla ubogiej tubylczej ludności jakie widzieliśmy przed chwilą a tymi, które teraz ukazały się naszym oczom były diametralnie różne. Mieliśmy w swoim przedziale piętrowe łóżko z czystą białą pościelą, małą umywalkę, stoliczki, mydełka, ręczniczki i inne tego typu „luksusy”. Pomyślałam, że przecież jesteśmy turystami, traktują nas tutaj w sposób specjalny i niestety nie poznajemy prawdziwego Egiptu, ale szczerze mówiąc bardzo się z tego cieszyłam. Byliśmy zmęczeni i chcieliśmy jak najszybciej wtulić się w te przygotowane dla nas poduszki. Dostaliśmy jeszcze kolację. Lokaj, który był na każde nasze zawołanie, rozłożył nam łóżka. A my, po ówczesnym odkażeniu się trunkiem przywiezionym jeszcze z Polski zasnęliśmy jak dzieci. Sen w takim pociągu nie należy do super przyjemnych, ale zdecydowanie lepiej jest spędzić noc w ten sposób aniżeli w przedziale dla tubylców lub stojąc w tłoku na korytarzu, chociaż wówczas z pewnością lepiej poznalibyśmy codzienne życie przeciętnego Egipcjanina. Rano obudził nas ten sam lokaj mówiąc, że za 10 minut poda nam śniadanie, a za pół godziny wysiadamy. Nic dziwnego, że koszt takiej podróży koleją zbliżony jest do tego, jaki oferują na tej samej trasie linie lotnicze - za wygodę każą sobie Egipcjanie słono płacić. Po śniadaniu dotarliśmy do Luksoru, przed nami rozpoczynała się wspaniała przygoda dolnego Egiptu.







