Francja
Lazurowe inspiracje. Alpy Francuskie i Lazurowe Wybrzeże.
Ten album przedstawia naszą podróż do południowej Francji. Naszym celem było Lazurowe Wybrzeże. W albumie zamieszczam jednak zdjęcia z całęj wyprawy - z racji tego, że podróż odbywała się autem - dlatego też znajdziecie tu wiele fotografii przedstawiających Alpy Francuskie.
Podróż była dość spontaniczna, choć nie wiem - mieliśmy tydzień czasu na zorganizowanie. Przede wszystkim trzeba było załatwić ubezpieczenie, i wybrać miejsce. Nie mieliśmy zbyt wiele pieniędzy, planowaliśy spać w samochodzie co drugą noc - ale tak tylko zakładaliśmy. Jechaliśmy w dwójkę - tylko Mirek miał prawo jazdy (niespełna rok). Nasza wycieczka trwała 5 lub 6 dni, 1 dzień zajęło nam dotarcie do celu. Wyjechaliśmy z Polski wieczorem i na drugi dzień wieczorem, ok. 23 byliśmy już w miejscowości Frejus.
Frejus to urocze miasteczko i dobre miejsce na bazę wypadową - zdecydowaliśmy spać w hotelu - nie mieliśmy nic zarezerowanego, ale pod koniec września nie było problemu. W sumie jednak każdą noc przespaliśmy w hotelu. Jedynie pierwszy okazał się za drogi jak na studentów (L'Arena), ale odrobina luksusu nei zaszkodziła. Potem przenieśliśmy się do hotelu na przeciwko plaży (Las Palmiers /ras?) - udało nam się dobrze zaparkować obok. Hotel był wiele tańszy, ale uroczy. Żałuję, że nie zrobiłam więcej zdjęć, ale w internecie można znaleźć pare fotografii. Nie chciałam marnować chwil na ciągłe fotografowanie, pozwalałam sobie na to jedynie podczas jazdy samochodem. Chciałam chłonąć tą atomsferę, wczuć się w to miejsce, w to życie. Poznawać aurę Lazurowego Wybrzeża przez dotyk, emocje, ludzi. Przez tą kulturę. Dotknąć ziemi, spróbować wody, dotknąć drzew, wąchać, chłonąć zapachy, smaki.
Frejus okazało się wspaniałym miejscem. Mimo, że to niewielkie miasto przez tak krótki czas poczułam, że chciałabym tu żyć. Jest wiele miejsc, które pamiętają różne wydarzenia, miejsca gdzie można to odczuć, nawet się wzruszyć. Jest wiele miejsc gdzie można odpocząć, ludzie są bardzo otwarci i sympatyczni. Zwłaszcza miło wspominam jednego właściciela restauracji przy łączeniu się Frejus i miejscowości Saint Raphael, juz po stronie Saint Raphael. Zagadywał do ludzi, i nie przejmował się tym, że np. nie znamy języka, był tak uśmiechnięty i dla każdego miał dobre słowo, zapytał skąd jesteśmy - odpowiedzieliśmy "Polo(g)ne" a on tak głośno i radośnie krzyknął: "Polska!" ;) i zaprosił nas do stołu, na którym postawił od razu całą miseczkę z oliwkami, i zapytał co chcemy zjeść, wypić - pamiętam, że chcieliśmy tylko po lampce wina, dostaliśmy całą, sporą butelkę. :) Ta kawiarenka, jak większość tamtejszych wyglądała w ten sposób, że z wewnątrz wychodziło się od razu na zewnątrz, i my siedzieliśmy na zewnątrz na takich lekkich wiklinowcyh krzesełkach (przeważnie drewniane albo wiklinowe), nagle przyszedł pan z bukietem róż i rozdawał każdej pani. To było bardzo miłe.
Z kolei w innej kawiarence piłam najsmaczniejszego i najładniej przyzozdobionego drinka, był tak słodki i podany przez przystojnego kelnera :) Było tam kolorowo, i leciała bardzo przyjemna muzyka, do której nic - tylko tańczyć :)
Frejus to także wspaniały port, zapierający dech w piersiach, bardzow ytworny i elegancki, czyste plaże, wspaniała słona woda - tutaj może nie tak lazurowa jak w samej Nicei, ale w słońcu równie pięknie się mieni. Lekko się tam pływa. W tle widać ogromne, jakby wojskowe statki, okręty. Będąc tam pod koniec września woda była bardzo ciepła. Z racji, że hotel mieliśmy na przeciwko często tam przychodziliśmy. Pod koniec września było tam raczej spokojnie, i nie było tłumu osób, większość ok. 40 lat. Może starsi. Mimo to panie wcale nie wstydziły się opalać topless. ;) Wręcz przeciwnie.
Uroczym miejscem, wartym obejrzenia jest na pewno same miasto Frejus, to które pamięta jeszcze stare czasy. Tworzy prawdziwy francuski klimat. Mieszanka różnych kultur, w tle śpiewna melodia francuskiego brzmienia, jakas muzyka. Cudownie!
Wśród wybrzeża - dużo różnych sklepików, przeważnie sa to małe sklepiki. (cały czas mowa o Frejus). Szczególnie jeden zapadł mi w pamięć - był to sklep z najsłodszymi wyrobami - same słodycze, przeróżne, kolorowe i tak pięknie zapakowane. Nie mogłam się napatrzeć. Było tam dosłownie wszystko. I czułam się tam jak w bajce. Obok targi, bazarki z warzywami, owocami, oliwkami, materiałami, różnymi wyrobami.
PS. Wino tanie - przeważnie ok. 2-3 Euro. Tylko nie zapomnijcie wziąć ze sobą korkociągu - bo za jego koszt w zwykłym sklepie zapłacicie równowartość jakiś ok. 3.4 win.
PS. 2. W pizzy we Frejus nie ma, bynajmniej nie spotkaliśmy kukurydzy (ja się doszukiwałam z racji tego, że nie jadam mięsa, i w ogóle wielu różnych rzeczy - a miałam ochotę na zwykłą Margarite z kukurydzą :) Jak już wytłumaczyłam Pani, że chodzi mi o kukurydzę (oj jak to wyglądało - język migowy;) powiedziała, że nie mają, niestety :)
PS.3. Piwo we Francji też ma inny smak, nasze wydaje mi się lepsze - dlatego radzę wino :)
Później przyszła pora na Niceę. Jadąc tam mijaliśmy Cannes, które przejazdem szczerze mówiąc nie bardzo mi sie podobało w porównaniu do Frejus czy Nicei - miałam wrażenie takiej przemysłowości, modności, natomiast w tamtych miastach czuć klimat, mają jeszcze "coś". Wracając do Nicei, żałuję że tak krótko nam było tam być. Niestety musieliśmy wracać do Polski i byliśmy tam tylko 1 cały dzień. Jednak to miasto rozkochało mnie w sobie, i wiem na pewno, że jeszcze tam wrócę. Woda soczyście lazurowa, plaża całkiem inna - cała z kamieni, na długiej, rozciągłej promenadzie ludzie. Ludzie tak różni, a tak intrygujący. Ci, którzy jeździli tam na rolkach - robili prawdziwe przedstawienie, sztukę. Architektura w otoczeniu tej wody, tych ludzi, coś pięknego, coś co chwyta za gardło, coś co nakazuje oczom, żeby patrzyły, łapały każdy szczegół. Cudowne okiennice, cudowne wykończenia.
Jedynym minusem w Nicei wydają się być parkingi. Ale i z tym można spobie poradzić,w ystarczy tylko poszukać.
Nicea to miasto dla wszystkich. Każdy znajdzie tu coś, co sprawi, że się zatrzymie. Powietrze jest tu takie lekkie i przyjemne. Ludzie żyją, ale widać, że każdy ma czas, żeby odpocząć. Nawet podczas pracy, zawsze jest pół godziny czy godzina przerwy i ludzie spotykają się w licznych kawiarenkach. Rozmawiaja, śmieją się, czytają, itd. itd.
Odwiedziliśmy pare sklepików, nawet takich zwykłych. Żeby się wczuć. Żeby chłonąć całą swoją osobą.
Forum
-
Z Wrocławia do Paryża w każdy piątek! [ reds, 2009-12-21 22:11 ]


