WyprawyMarzeń.pl > Polska > Jezus w kapeluszu, czyli majówka w klasztorze

Polska

Jezus w kapeluszu, czyli majówka w klasztorze

Nie macie pomysłu na długi, majowy weekend? Chcecie pojechać tam, gdzie nie będzie dzikich tłumów, zapachu spalonych placków i disco polo w eterze? „Wyprawy Marzeń” pomieszkały trochę w klasztorze i z czystym sumieniem polecamy taką formę wypoczynku dla tych, którzy naprawdę nie boją się ciszy i spokoju.

Rytwiany w Świętokrzyskim to jedno z najspokojniejszych miejsc na świecie. Na skraju lasu, z dala od cywilizacji stoi tu pokamedulski monaster, znany jako Pustelnia Złotego Lasu. W odbudowanych budynkach wokół kościoła mieści się ośrodek Spes, czyli Salus Per Silentium (Zdrowie Przez Ciszę), gdzie pracoholicy, zakupoholicy i inny ...holicy mogą regenerować rozdarte wielkoświatowym życiem dusze. W dawnych poklasztornych zabudowaniach znajdują się pokoje z łazienkami, w korytarzu jest miejsce, w którym stoi telewizor, a na parterze przy recepcji można skorzystać z Internetu. I to koniec cywilizacji, bo trudno tu złapać jakikolwiek zasięg, a bracia dbają o to, żeby „pensjonariusze” wyłącznie odpoczywali. W ośrodku są do dyspozycji rowery i kije do nordic walking, w razie potrzeby można porozmawiać z psychologiem, albo - co oczywiste – z księdzem.  Ks Wiesław Kowalewski, dyrektor Spes mówi, że Rytwiany to taka współczesna pustelnia, która otworzyła się na osoby z zewnątrz.

- Nikogo do niczego nie zmuszamy, każdy robi tu to co chce. Jeśli ktoś zamierza się wyciszyć i nie mieć z nikim kontaktu, zostaje w pokoju albo wypoczywa w ogrodzie. Tak robią często goście, którzy są rozpoznawalni, np. aktorzy. Każdy może, choć oczywiście nie musi, wziąć udział w Mszy Świętej lub w porannej modlitwie. Gościliśmy tu kiedyś panią, która całymi dniami siedziała w takim ładnym miejscu za ołtarzem, przychodziła tylko na posiłki – opowiada ks. Kowalewski - Kameduli wymierali miejsca pod swoje klasztory w szczególny sposób, był to nawet rodzaj celebracji. Obserwowali i doskonale rozumieli przyrodę, wiedzieli gdzie budować. Dlatego jest tu tak niezwykle, inaczej.

Takie inne wczasy

W Rytwianach można spać albo w budynku bramnym, albo wybrać jeden z dwóch domków, dawnych eremów. Domki mają własne, niewielkie ogródki, których strzeże mur, wewnątrz domku znajdują się dwie sypialnie (jedna z łóżkiem małżeńskim) z kuchnią i łazienką. Kolejne miejsca noclegowe są w przygotowaniu, podobnie jak tradycyjny ogród kamedulski, w którym będą uprawiane zioła. Ci, którzy zupełnie nie lubią się lenić, mogą wziąć udział we wczasach, podczas których goście uczą się wypieków albo robienia karmników dla ptaków. Dla każdego coś dobrego, ale, jak już wspominał ks. Kowalewski, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Wystarczy tu być, dobrze zjeść i po prostu wypoczywać.

Woskowa tajemnica

W samym centrum pokamedulskiego kompleksu znajduje się  przepiękny, barokowy kościół. Kryje nie tylko mnóstwo fantastycznych dzieł sztuki, ale wiele tajemnic. Janusz, Wacław Koralewski, który bada dzieje kamedułów opowiadał nam, że w świątyni odkryto ostatnio obraz, który mógł namalować uczeń Caravaggia lub nawet on sam.

W jednej z kaplic wyjątkowa ciekawostka: Jezus przedstawiony w kapeluszu. Dlaczego? Wyjaśnienie w podpisach pod zdjęcia. Natomiast w szafie zakrystii „mieszka” od czterystu lat dama z wosku, wokół której narosło mnóstwo legend. Choć w Internecie można znaleźć wiele opowieści o dziwacznej woskowej postaci, nie ma w nich wyjaśnienia, skąd naprawdę wzięła się ta surowa postać. Wiadomo, że Pustelnię Złotego Lasu ufundował Jan Magnus Tęczyński, którego wnuk Stanisław Łukasz Opaliński, ożenił się w 1683 roku z córką kawalkadora na swoim dworze. Anna Dziulanka pochodziła z Italii i była dziewczyną niskiego stanu. Podobno była bardzo piękne. Szybko zmarła, a zrozpaczony Opaliński nie pozwolił jej pochować. Wosk ze świec stojących przy zmarłej pokrył jej twarz i zakonnicy obiecali, że odleją z niego pośmiertną twarz Dziulanki. Wtedy dopiero Opaliński pozwolił złożyć żonę do grobu. Woskowa figura została na setki lat w kościele. Tyle opowieść, ale czy było tak naprawdę?

W listopadowym numerze miesięcznika „Focus” znaleźliśmy artykuł Joanny Lamparskiej „Z wosku powstałeś, w wosk się obrócisz”, który rzuca zupełnie nowe światło na postać Dziulanki. Okazuje się, że woskowa Dziulanka mogła powstać zupełnie inaczej i nie wiadomo do końca, czy to nie jakaś obca kobieta.

Oto fragment artykułu: „Okazuje się, że figury z lanego wosku dobrze znane były w czasach baroku. Florencka rodzina Benintendi miała słynny warsztat, w którym produkowała z wosku naturalnej wielkości popiersia i całe ciała zmarłych. Benintedi „wyprodukowali” tak wiele figur, że w XVII wieku ich prace niemalże zamieniły Kościół Zwiastowania NMP w coś w rodzaju muzeum wosku. Choć niektórzy twierdzili, że woskowe wizerunki są zakorzenione w praktykach pogańskich, chodziło jednak o coś innego, o „wystawienie” przodków i chwalenie się w ten sposób wspaniałym rodowodem.. Pietro Tacca, po śmierci księcia Cosimo II Medyceusza wyrzeźbił w wosku jego naturalnej wielkości popiersie. Filippo Baldinucci tak opisywał pracę: „Brwi, broda, naturalne włosy i szklane oczy były w naturalnym kolorze, a całość nie wyglądała na naśladownictwo, ale na raczej na żywą postać. Dzieło było tak doskonałe, że matka wielkiego księcia, już po jego śmierci, poprosiła Taccę, aby usunął rzeźbę, ponieważ nie mogła znieść widoku swojego nieżyjącego syna”.  

Podobnie wygląda Dziulanka. Jest po prostu żywa. Powierzchnia figury jest niezwykle gładka i utwardzona. (....) Dr hab. Barbara Kwiatkowska, która niejednokrotnie brała udział w rekonstrukcjach antropologicznych twarzy mówi, że ta „rekonstrukcja” została wykonana ze świetną techniką, ze znajomością morfologii twarzy, anatomii, budowy strukturalnej skóry, czerwieni wargowej ust, zachowanych zmarszczek i szczegółów indywidualnych. Zastosowano tu technikę tworzenia figur woskowych. Szkoda, że nic nie wiadomo o wykonawcy, czy było to dzieło rodzime, czy (co raczej podejrzewam) zlecenie wysłane poza granice kraju”. Tyle artykuł. Cóż, Dziulanka pozostaje tajemnicą i chyba długo jeszcze nie zostanie zbadana. Pokutuje przesąd, że nie powinno jej się zabierać z klasztoru, bo może to przynieść pecha...

Jak i za ile?

Ciekawych miejsc nie brakuje również w okolicy. Niedaleko stąd do Sanktuarium na Świętym Krzyżu, jednym z najwyższych szczytów Gór Świętokrzyskich. Niemal tuż obok Rytwian znajduje się otoczony średniowiecznymi murami Szydłów – słynący jako „polskie Carcassonne”. Warto odwiedzić także słynną ruinę zamku Krzyżtopór w Ujeździe oraz pałac w Kurozwękach z jedyną w Polsce hodowlą bizonów, a także unikatowy harem w Grabkach należący niegdyś do polskiego szlachcica, Stanisława Rupniewskiego, który po wieloletniej niewoli tureckiej przeszedł na islam.   Warto więc tu przyjechać. Rezerwując noclegi w Rytwianach trzeba jednak pamiętać, że najdroższe są krótkie pobyty, znacznie taniej jest zostać na kilka dni. O ile jedna doba kosztuje 110 zł ze śniadaniem, to już trzy doby to wydatek 90 zł za osobę za jeden nocleg, jeśli natomiast jesteście we dwójkę to 140 zł za pokój ze śniadaniem. Śniadania są tu godne, podobnie jak inne posiłki. Ale uwaga, w Rytwianach jest NAPRAWDĘ spokojnie. Wszystkie potrzebne szczegóły znajdziecie na stronie Pustelni Złotego Lasu.

Jl, pk

Album użytkownika:

WyprawyMarzen ~WyprawyMarzen, 2011-04-22 22:03

Tagi: europa, kameduli, klasztor, kościół, majówka, polska, rytwiany, wczasy, wczasy w klasztorze, weekend majowy

Wasze relacje

Forum

O nas|Współpraca|Reklama|Kontakt|Regulamin
Copyright WyprawyMarzeń.pl ©2014