Choć mieszkali w nich Korczak, Reymont i Sendlerowa, a w całej Polsce nie ma drugiego takiego skupiska drewnianych domów, wybudowanych w tym stylu, dziś mówi się o nich tylko wtedy, gdy któryś z nich płonie - zauważają media. 

Niektóre z nich padają ofiarą podpaleń, bo stoją opuszczone, często na wartościowych działkach, inne rozpadają się powoli, bo ich remont wydaje się nieopłacalny. Pokutuje przekonanie, że wykonywane były z marnej jakości materiałów, oszczędnie, bo miały służyć jedynie latem. Dlatego też wielu z dzisiejszych właścicieli woli się ich pozbyć, niż zainwestować w renowację. I tak oto z kilku tysięcy „świdermajerów” dziś zostało blisko 400. 

Wikipedia/MGostek/CC BY-SA 3.0 | Źródło: Wikipedia

Wiktor Lach, człowiek, który opiekuje się tego rodzaju zabudowaniami, przekonuje jednak, że padają ofiarą stereotypu. - Domów do użytku letniego przetrwało do dziś tylko kilka. Te, które się zachowały są budynkami całorocznymi. Często było tak, że rodzina właścicieli mieszkała na dole, a poddasze służyło letnikom – tłumaczy w rozmowie z wyborcza.pl. 

Zapominamy, że jeszcze w XIX wieku zjeżdżali tu bogaci Żydzi i warszawscy mieszczanie, szukający spokoju w sosnowych lasach. „Świdermajery”, jak nazwał je żartobliwie Konstanty Ildefons Gałczyński, przypominały im alpejskie domy i kurorty. Wpierw używane były jako domy letniskowe, z czasem zamieszkiwane przez okrągły rok, bo i Otwock był tak naprawdę całorocznym kurortem, w którym warszawska śmietanka spędzała każdą wolną chwilę. 

Zobacz niesamowite detale tej architektury:

Niemal w całości wybudowane z drewna, zdobione ażurowymi dekoracjami, powstały w głowie jednego człowieka – artysty Michała Elwiro Andriolliego, który w latach 80. XIX wieku kupił blisko 200 hektarów ziemi nad rzeką Świder i zaczął stawiać jednorodzinne dacze. Inspiracji szukał chociażby we włoskich willach. Z czasem „świdermajery” zaczęły również czerpać z architektury alpejskiej, na przykład z budowy tamtejszych dworców. Nic jednak dziwnego – alpejski styl zachwycił bodaj cały świat. - Podobnie wyglądały potem dworce na całym świecie, nawet w Szanghaju – przekonuje Lach na łamach wyborcza.pl.