Sri Lanka
Kraj bajeczny > drogi

Drogi

 

Podczas drogi powrotnej z Kandy jak i całej przejażdżki mieliśmy dużo wrażeń, niekoniecznie przyjemnych, związanych z naszym autobusem. W mieście Kandy musieliśmy podjechać na lunch pod bardzo stromą górę. Myślałam, że nie dojedziemy, bo cały czas autobus stawał i sprawiał wrażenie, że nie ma siły dalej jechać. Poza tym, zaczęło okropnie śmierdzieć benzyną. Powiadomiliśmy o tym naszych kierowców. Uważali, że nic się nie dzieje i wcale nie śmierdzi, a cały autobus polskich turystów pewnie ma jakieś urojenia. Polskie krzykliwe baby nie dały za wygraną. Krzyczały, że śmierdzi i muszą coś z tym zrobić. No i zrobili… jak wróciliśmy z lunchu cały autobus śmierdział jeszcze gorzej. Popsikali czymś w rodzaju zapachu do toalety, który zmieszany ze smrodem paliwa był nie do wytrzymania. Baby chyba dały za wygraną, tym bardziej, że jak żołądek pełny, to i pewnie krzyczeć się tak nie chce. W drodze powrotnej jednak przeżyliśmy horror. Autobus stawał co 15 kilometrów. Kierowca musiał wychodzić, postukać młotkiem w bok autobusu, aby następne 15kilometrów mógł przejechać tym rzęchem.

Ruch na Sri Lance jest lewostronny, drogi są koszmarne. Między innymi dlatego jechaliśmy tak długo do naszego hotelu z lotniska. Najwięcej przypadków śmiertelnych na wyspie jest właśnie na skutek wypadków samochodowych. Drogi są w fatalnym stanie, a poza tym są bardzo wąskie. Ciekawą rzeczą było brak chodnika. Piesi chodzili na obrzeżach drogi i tuż przy drogach znajdowały się wejścia do sklepów. Aż trudno było w to uwierzyć, szczególnie przejeżdżając przez miasta. Mieliśmy wrażenie, że ci wszyscy ludzie chodzą po drodze. Tak było w mieście po drodze do sierocińca dla słoni. Ciekawą rzeczą były tam chorągiewki, było ich tysiące. Tysiące białych małych chorągiewek oznaczało, że w mieście umarł ktoś znany. Po drogach chodzili ludzie, psy, ale również krowy. Podczas jazdy tuk-tukiem mieliśmy okazję zobaczyć krowę. W sumie nic dziwnego zobaczyć krowę. Ale kiedy ta krowa jest w środku miasta i idzie sobie środkiem drogi nie zwracając w ogóle uwagi na małego tuk-tuka, w którym siedzieliśmy, to już robi wrażenie. U nas można spotkać na ulicy konie, a tam ulicą przechadzają się na przykład słonie. Widzieliśmy jak ludzie podróżowali sobie na słoniach tak jakby podróżowali sobie rowerem. Zresztą nasz słoń z nami na grzbiecie też szedł środkiem drogi.

Przejeżdżając przez ulice Sri Lanki słyszeliśmy tysiące klaksonów. Każdy trąbi, chociażby po to, żeby powiadomić, że chce wyprzedzić, albo że będzie skręcał – tak tylko myślę, bo nie zapytaliśmy ich, dlaczego tak trąbią. Nikt jednak się tam nie złości, nie denerwuje. Jeżeli chodzi o kulturę kierowców przewyższają nas bardzo. Nikt nie przeklina na nikogo ani nie krzyczy. Trąbienia też są chyba raczej informacją niż tak jak u nas zwróceniem komuś uwagi, że jeździ jak idiota. Przy tak dużym chaosie wcale nie jest łatwe przejść przez ulicę. Doświadczyliśmy tego wybierając się na market. Nie wiadomo było, w którą stronę się patrzeć. Był tam ogromny harmider. Klaksony, 35stopniowy upał, wręcz skwar, smród spalin, brud i śmieci dookoła, chodzące kozy po drogach powodują, że czujność też jest troszeczkę ospała. Trzymałam się wtedy Krzysia kurczowo, żeby się nie pogubić. Wrażenia fajne, ale nie na długi czas. Po około godzinnej przechadzki po tym mieście marzyliśmy tylko aby wrócić do hotelowego basenu i napić się zimnego piwka.

Album użytkownika:

agim27 ~agim27, 2010-04-11 12:20

Tagi: azja, sri lanka

Wasze relacje

To zdjęcie posiada 0 komentarzy.

Musisz być zalogowany aby móc dodawać komentarze do zdjęć

O nas|Współpraca|Reklama|Kontakt|Regulamin
Copyright WyprawyMarzeń.pl ©2010