Sri Lanka
Kraj bajeczny > maski

Maski

 

Maski zaczęłam zbierać niedawno. To moje hobby trwa może trochę ponad dwa lata, kiedy z Mamą byłyśmy w Dzierżoniowie w sklepie i zakupiłyśmy dużą maskę. Do tej pory nie mam większej. Następną przywiozłam sobie z Meksyku, moi Rodzice przywieźli mi maskę z Maroko oraz z Bieszczad. Ja, będąc z dzieciakami na zielonej szkole na greckiej wyspie Thassos przywiozłam sobie stamtąd również maskę. Następne dwie są z moich podróży z Krzysiem, jedna z Tunezji, z portu Sousse a druga z Karpacza. Następna, jaką powiesiłam na ścianie jest maska z Peru, przynajmniej taki napis widnieje na niej. Wzięłam ją z garażu, gdzie trafiła po przeprowadzce, a odkąd pamiętam zawsze wisiała u nas w przedpokoju w mieszkaniu. Skąd jest naprawdę, tego nie wiem. Bardzo ładna maska, pewnie pochodząca z Wenecji to prezent gwiazdkowy od św. Mikołaja. Ostatnia maska jest najbardziej kolorowa i tą właśnie kupiliśmy na Sri Lance już w drugi dzień podczas rejsu łodzią po rzece. Silve zapytał nas, czy chcemy pooglądać maski i nie czekając właściwie na naszą zgodę stanął w sklepie, do którego wchodziło się prosto z łodzi, był tuż przy brzegu. Sklepik był malutki, ale za to bardzo duży był tam wybór masek i innych figurek ręcznej roboty. Jedną z nich zakupiliśmy po krótkim targowaniu się za 1000 rupi, co wynosi ok. 10 dolarów. Sprzedawca pokazał nam jeszcze swoje zwierzęta, m.in. jeżozwierza, pawie, papugi, kaczki i inne. Przy okazji opowiedział nam jak jego zwierzęta wyczuły nadchodzące niebezpieczeństwo i uciekły z klatek przed tsunami. Dużo zwierząt wróciło, ale dużo też potracił. Wtedy widzieliśmy maski po raz pierwszy, później pojawiały się na każdym kroku, wszystkie bajecznie kolorowe jak w folderach, wszystkie uśmiechnięte i radosne. Jest jednak coś, o czym nikt wcześniej z nas, turystów nigdzie nie przeczytał, a czego dowiedzieliśmy się od naszej przewodniczki zupełnie przypadkiem. Opowiedziała nam dwie historie, z których wynikało, że niektóre z tych masek mogą być niebezpieczne. W to, co teraz napiszę nie musicie wierzyć, możecie potraktować to jako wybujałą wyobraźnię naszej przewodniczki, ale absolutnie zabronione jest się z tego śmiać. Są rzeczy, o których nam Europejczykom nawet się nie śniło - lepiej z tym nie igrać, nie wyśmiewać i najlepiej nie ruszać…

Pewien facet pojechał sobie kiedyś ze swoją siostrą do Maroko. Przechodzili przez ogromny plac, na którym siedziała cyganka. Jej twarz była cała pokryta celtyckim makijażem, było widać tylko jej bardzo czarne oczy. Cyganka bardzo chciała powróżyć młodym ludziom. Siostra tego młodego człowieka była gotowa na te wróżby, lecz ten zaczął wyśmiewać się z tej cyganki, obraził ją słownie klika razy i powiedział na głos do siostry, że tej staruchy słuchać nie będzie. Musiał nieźle wkurzyć cygankę, bo ta wzięła garść kamieni, które miała przy sobie i rzuciła mu pod nogi. Powiedziała tylko: „teraz zobaczysz!!!” Po powrocie młody człowiek zapomniał o wszystkim do momentu, kiedy zaczęły się u niego nieszczęścia. Stracił pracę, żona odeszła, spalił się jego dom, a choroby nawiedzały jego bliskich. Nie mógł pojąć, co się dzieje. Zrozpaczony, poszedł do wróżki. Ta, od razu mu przepowiedziała przyszłość: „Nie skończą się twoje kłopoty, dopóki nie pojedziesz do bardzo dalekiego kraju i nie nazbierasz kamieni z rwącego potoku. Będziesz musiał podarować je swojej siostrze, a ta będzie musiała schować je w łóżko. Wtedy twoje kłopoty znikną. Obraziłeś kogoś, kto zesłał na ciebie tę klęskę. Teraz musisz uczynić to, co mówię” – wysłuchał jej bardzo uważnie. Szybko załatwił sobie podróż do dalekiej Brazylii, znalazł rwący potok, nazbierał garść kamieni, które po powrocie podarował swojej siostrze. Kłopoty zakończyły się.

         Inny młody człowiek przebywał na wakacjach na Sri Lance, zakupił tutaj maskę i po powrocie powiesił ją w domu. Podobnie jak u poprzedniego zaczął się i dla niego okres nieszczęść połączony ze śmiercią jego bliskich poprzedzoną ciężkimi chorobami. Był zrozpaczony. Wróżka powiedziała mu, że ma pewną rzecz w domu, która przywołuje wszystkie te nieszczęścia i że musi ją spalić, a wtedy nieszczęścia ustąpią. Przypomniał sobie o masce ze Sri Lanki, tak jak kazała wróżka spalił ją. Tragedia zakończyła się, ale i tak wyrządziła krzywdy na duszy nieuleczalne.

         Od razu pokazałam przewodniczce maskę, jaką my zakupiliśmy. „Ta przynosi szczęście i dobrobyt. Nie martwcie się” – uspokoiła nas. Opowieści te dały dużo do myślenia. Jak różne kraje to są: nasz i odległa Sri Lanka, jak różni ludzie, wierzenia, religie…

 

Chcieliśmy sobie kupić także muszlę do domu, ale przewodniczka nas przestraszyła, że na Okęciu mogą nam nie tylko ją zabrać, ale także możemy zapłacić za to bardzo wysoką karę. Nie wolno było również przewozić monet sprzed 1945 roku. Może nie powinnam o tym pisać, ale kilka właśnie takich monet udało nam się przewieźć. Wsadziliśmy je po prostu do portfela do polskich złotówek. Dowiedzieliśmy się o tych monetach i o zakazie ich przewożenia już po ich zakupie i postanowiliśmy zaryzykować. Nic się nie wydarzyło, ale komu by się chciało wyszukiwać monet w czyimś portfelu. Musieliby przeszukiwać portfel każdemu… Myślimy, że z muszlą byłoby podobnie. Z Tunezji przywieźliśmy dwie przepiękne muszle zakupione w hotelowym sklepiku. Leżały gdzieś z tyłu na półkach, były zakurzone i chyba sam sprzedawca nie wierzył, że uda mu się je sprzedać. Na Sri lance też widzieliśmy przepiękne muszle. Facet stał ze swoim kramem na plaży, pokazywał nam każdą z osobna. Były prześliczne i niedrogie i teraz żałujemy, że takiej właśnie chociaż jednej malutkiej nie przywieźliśmy sobie stamtąd. Kiedy ten sprzedawca polał je wodą, mieniły się w słońcu. Były przecudne- wyglądały jak sztuczne. Muszli w końcu nie zakupiliśmy, ale za to przywieźliśmy sobie rybaka, którego bardzo chcieliśmy zobaczyć w rzeczywistości, ale niestety nie mieliśmy tyle szczęścia. Rybak to niezwykły, bo siedzący na dwóch kijkach umocowanych ze sobą. Zapytałam Silva podczas wycieczki po rzece, jak długo taki rybak może na tych palach wysiedzieć. Powiedział, że około trzech godzin. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie nawet pięciu minut. Pytałam także Sama podczas wycieczki do Galle, gdzie możemy zobaczyć takich rybaków. Stwierdził, że około sześciu godzin jazdy z miejsca, gdzie aktualnie się znajdowaliśmy. Wystarczył mi widok z folderów. Nie wyobrażałam sobie sześciogodzinnej jazdy tuk-tukiem. I tak dużym wyzwaniem było pokonanie tym czymś 60 kilometrów w jedną stronę do Galle i z powrotem oczywiście też. Z tymi rybakami, między innymi, kojarzyłam sobie Sri Lankę po zapoznaniu się z różnymi publikacjami na jej temat przed naszym wyjazdem. Wyczytałam również, że są miejsca na Sri Lance, gdzie tacy rybacy to zwykli naciągacze. Czekają na grupy turystów, wtedy wskakują na pale i oczekują za każde zrobione z nimi zdjęcie kilkuset rupii. Kiedy turyści oddalają się, oni też zeskakują ze swoich „stołków” i czekają na następnych. Teraz to nawet mnie to nie dziwi…My chcieliśmy zobaczyć tych prawdziwych, a nie oszustów. Widzieliśmy jedynie same pale podczas wycieczki po rzece. Ale za to mamy figurkę takiego rybaka ze złowioną rybą. Sprzedawca był śmieszny. Obniżył nam cenę i powiedział, żebyśmy tylko nikomu nie mówili, że u niego jest tak tanio. Aż tak tanio wcale nie było, ale sprzedawca był miły. Reklamę tego sklepu zrobili nam Polacy, a właściwie Polak, który się „tapla w wodzie” J - Krzysiu wie, o co chodzi. Zawsze się śmiejemy z tego wydarzenia. Nie będę pisać, o co chodzi. Bo może kiedyś (choć to bardzo mało prawdopodobne, a wręcz niemożliwe) ten właśnie człowiek przeczyta te zapiski i skojarzy całą sytuację.

 

Album użytkownika:

agim27 ~agim27, 2010-04-09 15:39

Tagi: azja, sri lanka

Wasze relacje

To zdjęcie posiada 0 komentarzy.

Musisz być zalogowany aby móc dodawać komentarze do zdjęć

O nas|Współpraca|Reklama|Kontakt|Regulamin
Copyright WyprawyMarzeń.pl ©2010