Sri Lanka
Kraj bajeczny > rafy i ocean
Rafy i Ocean
Wzięliśmy ze sobą sprzęt ABC do nurkowania. No może AB, bo bez płetw. Nie wiedzieliśmy, jakie warunki panują na Sri Lance dla płetwonurków, a płetwy trochę jednak miejsca zajmują. Jeśli ktoś wybiera się w okolicę miejscowości Beruwala, tam gdzie my byliśmy, nie polecamy zabierać ze sobą nawet zwykłych okularów do pływania (no chyba, że ktoś będzie ich używał w basenie). W wodach Oceanu nie zobaczy się nic. Warunki do pływania w Oceanie były beznadziejne. Woda (przez pobliską rzekę) była mulista i daleko jej było do czystości wód w Grecji czy Hiszpanii. Bardzo daleko w głąb było płytko, mogliśmy iść z pół kilometra mając ciągle wodę sięgającą naszych kolan. Nigdzie też wcześniej nie spotkaliśmy tak silnych prądów morskich. Aż trudno je opisać. Ja, ważąca około 55kg dziewczyna miałam ogromne trudności, aby wyjść bez pomocy Krzysia z wody. Wydawać się to może dziwne, że woda sięgająca kolan może tak silnie utrudniać chodzenie w niej. O pływaniu w Oceanie mogliśmy zapomnieć, a już na pewno nie w pojedynkę. Często na plaży były czerwone flagi, a kiedy już można było wejść do wody, to fale i silne prądy uniemożliwiały przepłynięcie chociażby kilku metrów.
Ciekawostką jest to, że wyspa, na której spotkaliśmy mnicha była oddalona od naszego brzegu o kilka długości naszego basenu. Przepłynęlibyśmy tą długość bez żadnego wysiłku z Krzysiem. Niestety było to surowo zabronione, mimo iż woda między brzegiem a wyspą wydawała się być bardzo spokojną – to wrażenie było jednak bardzo złudne. Prądy były tam tak silne, że każda próba przepłynięcia na wyspę była śmiertelnie niebezpieczna. Co zrobili tubylcy? Oczywiście wykorzystali tą sytuację i rozwinęli tam niezły biznes. Za każde przetransportowanie łodzią kazali sobie płacić 200 rupii – pieniądze niby nieduże, ale za taki odcinek?
Tubylcy opowiadali nam o przepięknych niegdyś rafach koralowych, które zostały potwornie zniszczone przez tsunami. Widzieliśmy takie rafy podczas rejsu statkiem ze szklanym dnem (nie polecam dla osób z chorobą morską! - mój brat Rafcio zapewne będzie wiedział, o co chodzi :-) ) Były rzeczywiście piękne, ale nie zachwycały swoim wyglądem jak te np. w Egipcie. Pokazywano nam również miejsce, gdzie niby rafy miały być. Czy były tam rzeczywiście, tego nie wiemy. Aby móc podziwiać rzekome rafy trzeba było wejść do wody „w ciemno”, tzn. znajdował się tuż przy brzegu kilkumetrowy spad, ale nie wiedzieliśmy, czy te kilka metrów to dwa czy dziewięć metrów. Widziałam kiedyś faceta w Egipcie, który wszedł na rafę gołą nogą. W tym momencie skończyły się dla niego wakacje. Postanowiliśmy nie wchodzić na ten niepewny grunt, tym bardziej, że rafy nie powalały swoim wyglądem.
Jeżeli chodzi o rekiny, to ponoć rzeczywiście są w wodach oceanu Indyjskiego. Na szczęście ich nie widzieliśmy. Manu powiedział nam: „sharks??, yeah…they are in the ocean, but far away…” – wyszczerzając przy tym szyderczo te swoje białe zęby. Jego „precyzja” jakoś nas już nie dziwiła. Co to znaczy daleko? Czy daleko było spokojne przejście w głąb oceanu około pól kilometra?
Podczas rejsu statkiem mogliśmy tez karmić rybki. Było ich bardzo dużo, były bardzo kolorowe i bardzo głodne. Podpływały tak blisko, że gdybyśmy tylko chcieli, moglibyśmy je złapać bez większego trudu. Żółwi w oceanie nie widzieliśmy mimo tego, że wypuszcza się ich ogromną ilość na wolność. W ostatni dzień mieliśmy jeszcze jedną okazję zobaczyć żółwie, a raczej żółwiki, a raczej to, co wykluło się z jaja. Okazało się, ze tuż za naszym hotelem wykluwały się małe żółwiki w ziemi, a ostatni nasz dzień pobytu zbiegł się z czasem wykopania ich z ziemi. Widzieliśmy maleństwa wykluwające się z jaj, mogliśmy je wziąć w ręce i przyjrzeć im się z bliska. Maluchy te były wrzucane do wiadra i pewnie następnie przewożone do rezerwatu żółwi.



