Sri Lanka
Kraj bajeczny > waran
Warany, gekonki i inne…
Po przybyciu do hotelu i wejściu do pokoju zobaczyliśmy na ścianie gekona. Nie napiszę, co zrobiliśmy. Można się domyśleć mojej pierwszej reakcji w postaci przeraźliwego krzyku. Całe szczęście, że nad łóżkiem wisiała moskitiera, bo pewnie i bym zasnęła w tą pierwszą noc, ale czy sen byłby spokojny? Z całą pewnością nie! Nasza przewodniczka opowiedziała nam, że gekonki nie są groźne, na pewno krzywdy nam nie zrobią. Poza tym, boją się ludzi i uciekają przed nimi. Gekonki to święte zwierzęta i zabijać ich nie wolno!!! (Podobnie jest w Indiach. Ostatnio przeczytałam, że nie zabija się tam nawet szczurów. Powód? Bo są święte! No więc żyją sobie to święte stworzenia wśród biedaków mieszkających na ulicy i nikomu to nie przeszkadza). Zresztą - jak kontynuowała przewodniczka - one nawet zabić się nie dadzą. Mają prędkość i zwinność jakiej my jesteśmy pozbawieni..
Mały gekonek przestraszył nas tylko w pierwszą noc. Później jaszczurki te nie robiły na nas żadnego wrażenia. Było ich tysiące. Były wszędzie! Czekając w recepcji na klucze można było dostać od nich oczopląsu. Pełzały po ścianach i stanowiły ważny element dzikiej przyrody jaka nas otaczała.
Nie gekonek jednak był powodem mojego przerażenia w pierwszy dzień, ale coś dużo bardziej większego - coś, co przypominało mi swoim wyglądem smoka, dinozaura albo jaszczura - to COŚ miało około półtora metra długości i spacerowało sobie przed wejściem do naszego hotelu. To był waran. Całe szczęście, że nie człowiek był jego przysmakiem. Bał się ludzi, więc żeby zrobić mu fajne zdjęcia trzeba było mieć dużo szczęścia i przy okazji być bardzo ostrożnym. W następnych dniach widzieliśmy ich bardzo dużo i później nie robiły na nas najmniejszego wrażenia, nawet kiedy przechadzały się wśród naszych leżaków. Przypomniała mi się historia z iguanami w Meksyku. Przewodnik śmiał się z naszej reakcji, kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy iguanę. Potem ona była już tak normalna jak u nas pies czy kot. Podobnie było na Sri lance z waranami. Trudno by mi raczej było przyzwyczaić się do takich pupilków.
Z innych zwierzątek mogliśmy zaobserwować węża. Wyobraźcie sobie, że spacerujecie sobie po przepięknych fortach (rzecz miała miejsce w Galle) w japonkach i krótkich spodenkach, bo i żar z nieba był nie do zniesienia. Jest około 40 stopni, słońce odbija się od skał i oślepia was mocno, a przed wami, około 0,5 metra przed wami, coś się wije.. Mimo oślepienia przez słońce nie mieliśmy wątpliwości, że to dwumetrowe co się wije - to wąż.
Do nieco przyjemniejszych widoków i nieco bezpieczniejszych, bo na drzewie, należał widok małpy. Bardzo chcieliśmy zobaczyć dziką małpę i udało nam się to w ostatni dzień i nawet nie przypuszczaliśmy, że uda nam się zobaczyć tak dużą małpę.. I nawet mamy ją na zdjęciu! Powiedziano nam, że małpy przychodzą w pewnym okresie z dżungli i kradną owoce cytrusowe ludziom z ogrodów.
Mały gekonek przestraszył nas tylko w pierwszą noc. Później jaszczurki te nie robiły na nas żadnego wrażenia. Było ich tysiące. Były wszędzie! Czekając w recepcji na klucze można było dostać od nich oczopląsu. Pełzały po ścianach i stanowiły ważny element dzikiej przyrody jaka nas otaczała.
Nie gekonek jednak był powodem mojego przerażenia w pierwszy dzień, ale coś dużo bardziej większego - coś, co przypominało mi swoim wyglądem smoka, dinozaura albo jaszczura - to COŚ miało około półtora metra długości i spacerowało sobie przed wejściem do naszego hotelu. To był waran. Całe szczęście, że nie człowiek był jego przysmakiem. Bał się ludzi, więc żeby zrobić mu fajne zdjęcia trzeba było mieć dużo szczęścia i przy okazji być bardzo ostrożnym. W następnych dniach widzieliśmy ich bardzo dużo i później nie robiły na nas najmniejszego wrażenia, nawet kiedy przechadzały się wśród naszych leżaków. Przypomniała mi się historia z iguanami w Meksyku. Przewodnik śmiał się z naszej reakcji, kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy iguanę. Potem ona była już tak normalna jak u nas pies czy kot. Podobnie było na Sri lance z waranami. Trudno by mi raczej było przyzwyczaić się do takich pupilków.
Z innych zwierzątek mogliśmy zaobserwować węża. Wyobraźcie sobie, że spacerujecie sobie po przepięknych fortach (rzecz miała miejsce w Galle) w japonkach i krótkich spodenkach, bo i żar z nieba był nie do zniesienia. Jest około 40 stopni, słońce odbija się od skał i oślepia was mocno, a przed wami, około 0,5 metra przed wami, coś się wije.. Mimo oślepienia przez słońce nie mieliśmy wątpliwości, że to dwumetrowe co się wije - to wąż.
Do nieco przyjemniejszych widoków i nieco bezpieczniejszych, bo na drzewie, należał widok małpy. Bardzo chcieliśmy zobaczyć dziką małpę i udało nam się to w ostatni dzień i nawet nie przypuszczaliśmy, że uda nam się zobaczyć tak dużą małpę.. I nawet mamy ją na zdjęciu! Powiedziano nam, że małpy przychodzą w pewnym okresie z dżungli i kradną owoce cytrusowe ludziom z ogrodów.



