WyprawyMarzeń.pl > Tunezja > Kabaret w środku targowiska

Tunezja

Kabaret w środku targowiska

Do Tunezji poleciałem  za sprawą pewnego nauczyciela polskich dzieci w Libii. Często wieloletni pobyt polskich pracowników i ich rodzin w Libii nie obfitował w nazbyt wiele rozrywek, stąd pomysł nauczyciela, by przed ich oblicze postawić hodowcę drobiu z Chociul, parodystę i kabareciarza Grzegorza Halamę.

Turystyka w Libii, za sprawa Kadafiego, ograniczała się do jednej wycieczki z Niemiec za bajońskie pieniądze. Ostatnim gościem polskiej ambasady był Tony Halik, zatem ja miałem być następny.

Na wieść o kabarecie libijski konsul rzucił paszportami i powiedział, że w Libii nie potrzeba kabaretu. W końcu jednak dało się przekonać konsula.

Trzeba zdawać sobie sprawę, iż Libia jest państwem policyjnym i polscy nauczyciele chcąc mi oszczędzić męczących procedur na lotnisku postanowili pożyczyć samochód z polskiego konsulatu, który miał nas przewieźć z Tunezji do Libii. Z lotniska w Tunezji pojechaliśmy prosto do hotelu w towarzystwie jednego z nauczycieli. Nazajutrz czekała nas najpierw wyprawa na miejski targ a potem wyprawa do Libijskiego Trypolisu.

Nie jestem drętwiakiem!

Poranek, śniadanie i ruszyliśmy na targ. Pomocne porady nauczyciela, który spędził wiele lat w kulturze arabskiej brzmiały: należy targować się tak by wylądować w okolicy jednej dziesiątej ceny podanej przez sprzedawcę. No, może jako turysta z Polski bez doświadczenia, mogłem sobie pozwolić na  powiedzmy dwie lub trzy dziesiąte ceny. Druga rada: tubylcy nie cierpią drętwiaków, cenią raczej spokój i poczucie humoru. To coś dla mnie! Trzecia: jeśli nie zamierzamy niczego kupić – najlepiej w ogóle nie reagować na zaczepki. Ta rada wydawała się nieco zbędna i oczywista, dopóki nie trafiliśmy w samo centrum „zaczepek”.

Pierwszy moment - lekki szok. Tempo zaczepek tak duże, że można się wystraszyć i w szoku kupić wszystko co proponują albo uciec i dochodzić do siebie. Uciec niełatwo, bo stragany ustawione ciasno. Zatem „nie zwracanie uwagi na zaczepki” było jedynym wyjściem. Arabowie są stworzeni do sprzedawania i wszelkie formy manipulacji konsumentem mają opanowane do perfekcji. Ich ulubione pytanie: „Skąd jesteś?” i szybkie zgadywanie skąd. Nie wiedzieć czemu – niezależnie od wyglądu i sposobu mówienia – zawsze byliśmy Rosjanami, ale zdarzało się także usłyszeć zza pleców, łamanym polskim: „Ząb zupa zębowa!”.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na coś takiego i już zostaliśmy wciągnięci w „pułapkę”. Szybko wziąłem sobie do serca drugą poradę: poczucie humoru i na pytanie, skąd jestem odpowiadałem za całą powagą: „Z Nigerii!”. Nigeryjczycy są najczarniejszymi z czarnych mieszkańców ziemi i na twarzach arabów pojawiał się kilkusekundowy „stupor” – widać nijak nie mogło się pomieścić im w głowach moje nigeryjskie pochodzenie. A w chwilę potem potężny uśmiech i tak wszelkie lody zostawały przełamywane – żarty toczyły się potem ciurkiem i rzeczywiście nawet sprzedaż schodziła na dalszy plan, a rozmowa stawała się miła.

Na górze fiołek, na dole róża

Gdy tylko słyszałem wysoką cenę, zaraz wykrzykiwałem, że mam rodzinę, i dzieci, że mieszkam z matką, mam chorego psa i dwa koty i nie dam rady ich wyżywić jeśli będę płacił tak drogo. Biadoliłem tak wymieniając babcie, dziadków i cały ich inwentarz. Gdy uśmiechnięty Arab zmniejszał cenę o jedną trzecią, ja podawałem cenę o jeszcze połowę niższą i sugerowałem, że dorzucę  chorego psa, a za kolejny upust doślę matkę mojej żony. Poczucie humoru okazało się niewiarygodnie skutecznym kluczem do miłego spędzania czasu na targu, zwłaszcza gdy nie zamierzało się za bardzo robić wielkich zakupów.

Koc z pustynnymi różami otaczało z siedmiu chyba sprzedawców. Zaczęło się targowanie. Pytałem o fioletowe róże pustyni, podejrzewając, że takie nie istnieją, a są jedynie zafarbowane. A trzeba wiedzieć, że arabski sprzedawca wykorzysta każdą sztuczkę, aby coś sprzedać. Targowałem w prawdziwym szale, wykorzystując już wyuczone nasze sztuczki z chorym psem, kotami i teściową. Sprzedawca był nieco zdezorientowany ponieważ jego koledzy nabijali się z niego i namawiali, że przyda mu się chory pies. Wytargowałem w końcu 3 róże, za niewygórowaną cenę, ale nie miałem drobnych. Sprzedawca oznajmił, że rozmieni. Wziął pieniądze i w nogi, całując banknot na dowidzenia. Żart czy serio?! Trzymałem fason. Sprzedawca zniknął, ale został jego kram i koledzy. Koledzy radośnie twierdzili, że się już nie pojawi i byli setnie tym ubawieni.

Zacząłem więc zbierać większe ilości róż pustyni, że niby sobie rekompensuję stratę. Koledzy arabowie byli już na prawdę w dzikim szale ubawienia – podrzucili mi torbę sprzedawcy, aby wrzucać do niej dobytek. Dorzucili jeszcze sadzonki palm i inne mało potrzebne rzeczy. Radości nie było końca. Kiedy sprzedawca pojawił się po kilkunastu minutach, był na prawdę zdezorientowany. Chciał oddać rozmienioną resztę, ale odmówiłem mu i twierdziłem, że bardziej mi się opłaca wziąć jego kram i że zrobił interes życia ponieważ doślę mu chorego psa. Nie omieszkałem mu zademonstrować, że chory pies ledwo szczeka (i tu ledwo szczekałem), ale za to nie wyje itd. Koledzy Arabowie polali wodą fioletowe róże pustyni, ale tak dla żartu. Fioletowe róże przestały być „original” Ostatecznie otrzymałem i resztę i róże – ale normalne: szare, gipsowe. Udaliśmy na posiłek, a po nim w kierunku Libijskiej granicy.

Tunezyjskie doświadczenie z targowaniem przydało mi się nie raz w Egipcie czy Turcji, ale trzeba pamiętać, że tam gdzie dociera cywilizacja otwartość na poczucie humoru jakby zanika. I w Egipcie, najbardziej chyba rozpuszczonym i ucywilizowanym miejscu, a mam na myśli kompleksy hotelowe – otwartość na takie zabawy w trakcie targowania są o wiele mniejsze i wymagają o wiele większego wysiłku. Ogólna zasada jest taka: im bliżej lotniska w Hurgadzie tym mniejsze poczucie humoru tubylców.

O dalszych przygodach, w Libii, napiszę następnym razem.

Grzegorz Halama

Album użytkownika:

GrzegorzHalama ~GrzegorzHalama, 2011-05-10 00:18

Tagi: afryka, grzegorz halama, halama, kabaret, libia, róża pustyni, targ, tunezja

Wasze relacje

Zobacz więcej relacji
O nas|Współpraca|Reklama|Kontakt|Regulamin
Copyright WyprawyMarzeń.pl ©2010