Wenezuela
Wenezuelskie klimaty
Jadąc do tego kraju wiedzieliśmy o nim niewiele. Oczywiście zajrzeliśmy do przewodnika, odwiedziliśmy kilka stron internetowych, ale jak wiadomo, nic tak nie poszerza wiedzy jak osobista wizyta. Samolot wystartował z Frankfurtu i po 11 godzinach (z międzylądowaniem na Santa Lucia) wylądował na wyspie Margarita.
Na zewnątrz oczywiście piękne słońce i fantastyczna, letnia temperatura. Autobus zawiózł nas do wielogwiazdkowego hotelu, który nie do końca spełnił zapewnienia turystycznego biura, ale niech tam. Wytrzymaliśmy. Pierwsze dwa dni to aklimatyzacja i w zasadzie nigdzie się nie ruszaliśmy. Trzeciego dnia postanowiliśmy wybrać się na pierwszy rekonesans. Hotel oddalony był od miasta ok. 10 km i jedynym środkiem lokomocji była taksówka. Obawialiśmy się, że koszt kursu będzie wysoki. I tu miłe zaskoczenie. W przeliczeniu na złotówki zapłaciliśmy ok. 8 złotych. Dlaczego? Dlatego, że litr paliwa kosztuje tu 13 groszy!!! Należy dodać, że Wenezuela jest jednym z największych eksporterów ropy naftowej. Poza tym tutejszy ustrój polityczny daleki jest od demokracji, a ceny ustalane są przez rząd. W sklepach i centrach handlowych niczego jednak nie brakuje, a poziom obsługi nie odbiega od europejskiej. Miejskie ulice są czyste i bezpieczne. Można więc bez obaw wybrać się na samotny spacer. Wracając jeszcze na chwilę do taksówek, należy powiedzieć, że to jeden z niewielu krajów, w którym można przejechać się amerykańskimi limuzynami, wyprodukowanymi w latach 50. i 60. XX wieku. Wszystkie są sprawne i wyjątkowe wielkie. Na tylnej kanapie mogą swobodnie podróżować 4 osoby. Nie zobaczymy tego w żadnym muzeum. Polecamy.
Wenezuela to kraj wodospadów. Tu znajduje się m.in. Salto Angel, najwyższy na świecie. Ma 979 metrów wysokości, a woda swobodnie spada 807 metrów. Jest 16 razy wyższy niż sławne wodospady Niagara.
By zobaczyć to cudo musieliśmy skorzystać z samolotu, ponieważ wodospad znajduje się na stałym lądzie. Awionetka przez dwie godziny odkrywała przed nam uroki Wenezueli. Wspaniałe góry, no i przede wszystkim deltę Orinoko. Widok zapiera dech w piersiach. Gdy dotarliśmy do celu okazało się, że mgła uniemożliwia nam obejrzenie spadających wód Salto Angel. We mgle widzieliśmy jedynie rozpryskującą się wodę, która w słonecznych promieniach tworzyła kolorowe obrazy. Polecieliśmy dalej i po wylądowaniu wybraliśmy się obejrzeć dużo mniejszy wodospad o nazwie Salto El Safo. Tu największą atrakcją była możliwość przejścia pod zwałami spadającej wody. Doświadczenie to spowodowało nagły skok adrenaliny, ale było warto. Po prostu niesamowite.
Kilka dni później wybraliśmy się jeepami do rezerwatu La Restinga. Tu zobaczyliśmy ogromne lasy mangrowe. Podczas przejażdżki łodzią można podziwiać tutejszą faunę i florę, a miejscowy przewodnik na zawołanie wyławiał przepiękne rozgwiazdy. Po obejrzeniu i dotknięciu wracały oczywiście do wody. Ciekawym miejscem okazało się niepozorne muzeum morskie, gdzie można zobaczyć bardzo ciekawe eksponaty. Między innymi szkielet wieloryba i głowę marlina, który ważył 576 kilogramów.
Będąc na wyspie nie sposób ominąć jednej z najdłuższych plaż na Karaibach czyli Punta Arenas. Jest też kilka innych, wartych odwiedzenia. Playa El Aqua, Playa Guacuco czy Playa Manzanillo. Co ciekawe na plażach można rozbijać namioty, ale trzeba zachować ostrożność i raczej nie zostawiać ich bez opieki. Korzystając z kąpieli należy bardzo uważać na podwodne wiry. W trakcie pobytu na Margaricie można skorzystać z różnych parków rozrywki, gdzie największą atrakcją jest pływanie z delfinami. Niezapomniane przeżycie.
Jak zwykle podczas naszych wyjazdów korzystamy z wyżywienia hotelowego, ale by poznać miejscową kuchnię wychodzimy do lokalnych restauracji. Tak było i tym razem. W miastach jest sporo lokali gastronomicznych bo Wenezuelczycy lubią wychodzić wieczorami na posiłki. Jedzenie jest smaczne i niezbyt drogie. Oczywiście sporo zależy też od kategorii restauracji czy baru. Mniej wymagający korzystają z lokali, które oferują tzw. menu dnia. Zestaw składający się z zupy i drugiego dania. Koszt ok. 5 dolarów. Bardziej majętni wybierają miejsca nieco droższe. Wszędzie za obsługę dolicza się do rachunku 10%. W tych lepszych miejscach, jeśli jesteśmy zadowoleni, wypada zostawić dodatkowy napiwek. Typowymi potrawami są arepa, (jadana najczęściej na śniadanie) smażony lub pieczony placek kukurydziany, nadziewany serem, wołowiną, szynką, kiełbasą, ośmiornicą, jajkami, krewetkami i różnymi innymi dodatkami. Inny placek to capacha (również kukurydziany), duży, okrągły nadziewany serem lub szynką. Znaleźliśmy tam również... flaczki. Potrawa nazywa się mondongo. Flaki przyprawione są na ostro, gotowane w rosole z kukurydzą, ziemniakami i innymi warzywami. Spróbowaliśmy także dania głównego, które w karcie dań nazywało się pabellon. Na talerzu była siekana wołowina, ryż, fasola i smażone banany. Kelner reklamował ją jako danie narodowe Wenezueli. Faktycznie było wyborne.
Jeśli chodzi o napoje to: pije się tu dużo kawy z ekspresu, sporo soków owocowych rozcieńczonych wodą, a także mleczne koktajle. Wśród napojów alkoholowych prym wiedzie piwo. Dostępne jest wszędzie. Lekkie i doskonale gasi pragnienie. Mocniejszym alkoholem numer jeden, jest, jak na całych Karaibach, rum. Dwa tygodnie szybko minęły i musieliśmy wracać. Na koniec trzeba dodać, że Margarita jest tzw. strefą bezcłową i wielu Wenezuelczyków przyjeżdża tu na zakupy. I jeszcze jedna uwaga. Jeśli ktoś nie zrobił zakupów przed odjazdem w mieście, to na lotnisku srodze się zawiedzie. Sklepy Duty Free są po prostu beznadziejne i koszmarnie drogie.
JK
Forum
-
Gwatemala archeonowość [ Szatkowski, 2010-09-14 12:02 ]
-
Dominikana- ekstremalnie niebezpieczna? [ Valion, 2010-08-27 18:55 ]
-
Haiti - trzęsienie ziemi [ Vega, 2010-01-18 23:48 ]
