WyprawyMarzeń.pl > Włochy > Ostatni ześlizg Kabaretu Hrabi

Włochy

Ostatni ześlizg Kabaretu Hrabi

Moja przygoda narciarska trwa nieprzerwanie od piętnastu lat…Właściwie to nawet dłużej, ale pierwsze ślizgi były sporadyczne i nieregularne. Pierwsze narty, które posiadłem na własność (czeskie Artisy) wykończyłem na skąpo ośnieżonych stokach Beskidu Żywieckiego. Na stoki czeskich Karkonoszy uzbroiłem się w Fishery Blade….. proste dechy 185cm. I tak przez kilka lat ujeżdżałem nasze góry szlifując technikę zwaną „ześlizgiem”.

W mojej karierze narciarskiej przeżyłem dwie rewolucje, które mniej więcej zbiegły się w czasie. Pierwsza to odkrycie nart carvingowych, a co za tym idzie technikę jazdy na krawędziach, a druga to odkrycie włoskich Dolomitów. Te dwa fakty podniosły moją radochę płynącą z nart na najwyższy poziom. Wcześniej znając tylko stoki krajowe, wpadłem w zachwyt będąc pierwszy raz w Czechach. Ławki cztero, a nawet sześcioosobowe wywożące ludzi w zawrotnym tempie na górę sugerowały mi, że nic lepszego spotkać mnie już nie może. O jakżesz się myliłem!

Z przodu wiosna, z tyłu zima

Kiedy pierwszy raz pojawiłem się w Dolomitach, a konkretnie w rejonie Val di Sole, a jeszcze konkretniej w Marilleva  – zdurniałem. To był absolutny zachwyt połączony z niedowierzaniem. Sam dojazd nie był doznaniem spod znaku FUN. 15 godzin jazdy samochodem, wspinaczka serpentynami Passo Mendola. Pamiętam, że to była wyjątkowo ciepła zima i dookoła rozpościerały się iście wiosenne widoki. Wiosenne widoki same w sobie nie są złe, a nawet pożądane, ale nie w czasie kiedy wybieramy się na narty! W tych wiosennych okolicznościach przyrody dotarliśmy do samego hotelu Marilleva 1400. Wkoło ani grama śniegu. Byłem załamany. Tyle trudu i pieniędzy na marne. Nadzieją napawał nas widok ludzi w butach narciarskich, w rozpiętych kurtkach z nartami na ramieniu, którzy kręcili się to to tu, to tam. Czyli gdzieś pewnie jest jakiś skrawek stoku, na którym można się poślizgać. Z ciężkim sercem położyliśmy się spać. Rano uzbroiwszy się we wszystko, w co musi się uzbroić każdy narciarz, wyszliśmy z drugiej strony budynku, gdzie były wyciągi. I zatkało mnie. Po drugiej stronie budynku panowała prawdziwa zima! Tam wiosna, a tu zima! Był śnieg i słońce. Zestawienie, które w naszych zimach bywa rzadko spotykane. Wsiedliśmy w gondolkę i ruszyliśmy w górę. Z rozpłaszczonymi na szybie nosami z zapartym tchem obserwowaliśmy teren naszej rozpoczynającej się przygody. A widok był niesamowity.

Kamol podziwia widoki

Zieleń łąk i brązy wszelkiej maści skał przecinały w różnych kierunkach białe wstążki tras narciarskich. A więc tak można? Pomimo braku opadów śniegu, i ciepłego słońca trasy narciarskie można przygotować do jazdy?! Okazuje się, że da się! Armatki śnieżne pracowały pełna parą by śnieg pod nartami nikomu nagle się skończył. To mi się nie mieściło w głowie. To był cud! Rozmiar tego cudu dotarł do nas trochę później, kiedy zaczęliśmy poznawać kolejne trasy i kolejne, kolejne… Trasy były genialnie przygotowane. Nie było muld, zsuniętych kop. Trasy były twarde i szybkie. Dawały możliwość szybkiego przemieszczania się. Kolejnym cudem dla nas była proporcja ludzi do ilości tras i wyciągów. Wynikiem czego był cudowny i niespotykany dotychczas przeze mnie brak tłoku przy gondolkach i „kanapach”.

I jeszcze jedno – słońce! W ciągu naszego sześciodniowego pobytu przez pięć dni cieszyło nas swoim widokiem. Jeśli lubicie jeździć w piękną słoneczną pogodę na nartach to tylko w Dolomitach! Tu jest na to największa szansa. Pokochałem włoskie Alpy, choć dwa razy zdradziłem je dla Alp austriackich. Ale to były nic nie znaczące flirty. Val di Fiemme, Vald i Fassa, Livigno, to tylko niektóre miejsca, które odwiedziłem. A ile jeszcze przede mną!

Argument ostateczny: „napój alkoholowy”

AAA! Byłbym zapomniał! Bombardino! Szczególnie lubi je moja żona. To poważny argument przemawiający za Dolomitami. Co to jest? Ciepły napój alkoholowy z tego co się orientuję robiony na bazie amaretto, kawy, whisky, ajerkoniaku i bitej śmietany. Dobre to to. Moja Aga to uwielbia. Pomyślcie - w Dolomitach mamy wszystko czego potrzeba nam do szczęścia: góry, zawsze śnieg, słońce i zadowoloną żonę. I jak tu nie wracać?

Dariusz Kamol Kamys

www.hrabi.pl

www.spadkobiercy.net

Album użytkownika:

Dariusz_Kamol_Kamys ~Dariusz_Kamol_Kamys, 2010-08-23 00:04

Tagi: alpy, alpy włoskie, bombardino, dariusz kamys, dolomity, europa, hrabi, kabaret, kamol, marilleva, narty, val di sole, włochy

Wasze relacje

Forum

O nas|Współpraca|Reklama|Kontakt|Regulamin
Copyright WyprawyMarzeń.pl ©2010